Skip to content
  niedziela 14 czerwca 2026
Ważne
12 czerwca, 2026Jak mały statek uratował polskie złoto przed Niemcami 11 czerwca, 2026Czas na drugą rundę Młodzieżowej Ligi Żeglarskiej! 11 czerwca, 2026Brama do Bałtyku, czyli Wielki Bełt i nasze bezpieczeństwo 10 czerwca, 2026Wyspa Trumpów, czyli luksusowy kurort w rezerwacje przyrody. Kto bogatemu zabroni? 10 czerwca, 2026Rynek używanych jachtów morskich do 30 tys. zł AD 2026 w naszym regionie – szansa czy pułapka? 8 czerwca, 2026Yacht Klub Polski Szczecin wygrywa w Dr Irena Eris Żeglarskich Mistrzostwach Polski Kobiet! 8 czerwca, 2026Orki to… parzystokopytne. Dlaczego naukowcy się o nie spierają? 3 czerwca, 2026Polak, Tongijczyk – dwa bratanki? I to jakie! 1 czerwca, 2026Mały wargatek i wielki Sun Tzu 28 maja, 2026Wybieracie się do Tajlandii? Uważajcie na… policję
Morze
  • Kup Morze
  • Klub Morza
  • Statki
  • Okręty
  • Podróże
  • Przyroda
  • Sport
  • Kontakt
0

Brak produktów w koszyku.

Morze
0

Brak produktów w koszyku.

Morze
Morze
0
Cart

Brak produktów w koszyku.

  Wieści z oceanów  Ahoj, przygodo czyli Tawerna na „Zawiszy”
Wieści z oceanów

Ahoj, przygodo czyli Tawerna na „Zawiszy”

Monika FrenkielMonika Frenkiel—3 sierpnia, 20160
FacebookX TwitterPinterestLinkedInTumblrRedditVKWhatsAppEmail


Dzień dobry, kochana załogo!

Razem z Łukaszem, kolegą z Tawerny wiedzieliśmy, że podczas tego rejsu nie będziemy spędzać czasu na leżakach, popijając drinki z palemką, tylko będziemy częścią załogi. To znaczy czeka nas sprzątanie, wachty i przygotowywanie posiłków. Ale wiedzieć to jedno a zobaczyć na własne oczy to drugie. Na samym początku te ok. 40 osób zostało podzielonych na cztery wachty, każda z oficerem wachtowym, doświadczonym bardziej lub mniej żeglarzem. Oficerowie dobrali sobie pomocników, tzw. starszych, którzy mieli nas, mówiąc metaforycznie, rozstawiać po kątach i przyznawać kolejne obowiązki tak, żeby osiągnąć cel. Czyli, np. posprzątać tę część pokładu, która tego dnia do nas należy.


Fot. Łukasz Miller

Doba została zgrabnie podzielona na czterogodzinne odcinki, każda wachta pełniła dyżur tzw. nawigacyjny co 8-12 godzin. Szybko sprawdziliśmy na rozpisce, że dwukrotnie nam wypada tzw. „psia wachta”, czyli od północy do 4 rano, dwukrotnie też mamy całodobowy dyżur w kambuzie, czyli oddajemy się pod dowództwo kuka. Niezależnie od tego, co robimy, od śniadania do południa musimy posprzątać przypadającą na nas akurat część żaglowca. No i w każdej chwili musimy być gotowi na alarm „do żagli”. Wtedy rzucamy wszystko (no, z wyjątkiem steru) i udajemy się do przypisanych nam żagli, stawiając je lub składając według potrzeb dowodzącego.

Alarmy „do żagli” podczas rejsu, chociaż wiało stosunkowo niewiele i przeważnie w pysk, rozlegały się z zadziwiającą regularnością. Najczęściej wtedy, kiedy niewyspani i złachani, a jeszcze lepiej niewyspani, złachani i świeżo po prysznicu właśnie przymknęliśmy oczy na kojach. Był taki moment, kiedy po trzech dzwonkach i tradycyjnym „dzień dobry, kochana załogo” nie miałam nawet siły powiedzieć brzydkiego słowa na „k”.

Kotwica „plum”

Przy tym wszystkim, coraz bardziej zmęczeni i niewyspani pewnie prędzej czy później byśmy się pozabijali, gdy nie stała załoga „Zawiszy”. Przyjacielską atmosferę stworzył już na pierwszej zbiórce kapitan, kategorycznie życząc sobie, żeby mówić mu „Misiek”. Wszyscy byli sympatyczni i przyjacielscy, choć czasami przyjaźnią nieco szorstką a nie tą gładką, spod znaku pracownika call center. Mój największy szacunek wzbudziła Ewa, kuk, rządząca w swojej małej kuchni żelazna ręką, mimo ciasnoty przyrządzająca świetne posiłki. Osobiście spodziewałam się raczej spaghetti z chabaniną z puszki, dostałam żurek na żeberkach, karkówkę z grilla a nawet gołąbki. I kompot, najszybciej znikający produkt spożywczy.


Fot. Łukasz Miller

Dla zainteresowanych kopalnią wiedzy o marynarce i silnikach jest mechanik Rysio (czy wiedzieliście, że „Zawisza” ma silnik z u-boota?) a o atrakcjach portów, do których zawijaliśmy – zastępca kapitana, Kasia. Co jakiś czas, gdy mniej lub bardziej udolnie szarpaliśmy się z żaglami i linami, któryś z członków załogi przemykał jak kometa, od niechcenia sprzedając nam kawałki żeglarskiej wiedzy. Który sznurek to szot od bomkliwra, w którą stronę klarujemy liny, jak zaknagować czy pociągnąć jeszcze parę centymetrów zdawałoby się napiętej do granic możliwości liny.


Fot. Łukasz Miller

Największe wrażenie wywarł na mnie jednak manewr wykonany na Alandach. W półśnie, o 6 rano, czekając na alarm do manewrów portowych usłyszałam gromkie „przygotować się do zarzucenia kotwicy metodą plum”. „Kotwica – plum!”. Gdy udało mi się w pośpiechu zejść z mojej koi, nie wybijając sobie przy okazji jedynek i nie budząc nikogo po drodze i wydostać wreszcie z kubryku zobaczyłam już „Zawiszę” spokojnie kołyszącego się pośrodku błękitnej zatoki.


Fot. Łukasz Miller

Gdynia-Visby-Alandy-Ventspils-Hel-Gdynia

W tym sezonie “Zawisza” pływa głównie po Bałtyku i tak też było tym razem. Z jednej strony świetnie, bo od dawna chciałam zobaczyć Visby na Gotlandii, miejsce akcji wielu szwedzkich kryminałów, nigdy też nie byłam na Łotwie. Z drugiej strony Bałtyk, jak ostrzegali mnie bardziej doświadczeni żeglarsko przyjaciele, jest mało przyjazny dla nowicjuszy. Mówiąc wprost – potrafi bujnąć, a wtedy wiadomo…choroba morska. Ten aspekt chyba najbardziej zajmuje wszystkich, bo jak od czasu do czasu w porcie udało mi się złapać zasięg albo Internet, zalewały mnie pytania, czy ja już…tego…za burtę. No więc nie tego, bo Bałtyk zrobił mi tę uprzejmość i przez większość czasu przypominał oliwę lub rtęć, gładki i błyszczący. A wiatr, jeśli już wiał, to był to klasyczny „wmordewind”, więc płynęliśmy głównie na silniku, od czasu do czasu, chyba głównie dla rozrywki załogi, stawiając żagle.


Fot. Monika Frenkiel
More stories

Złoty Lew przypłynął do Gdyni

23 kwietnia, 2019

Pogoria wykonała napis z okazji 100 lat AGH

22 lutego, 2019

Grzegorz Węgrzyn odnaleziony!

19 września, 2016
Szwedzką marynarkę wojenną sfinansuje alkohol?

Szwedzką marynarkę wojenną sfinansuje… alkohol?

21 września, 2021

Visby, nasz pierwszy przystanek, to piękne miasteczko, dawne miasto hanzeatyckie. Do dziś pełno tam starych kamiennych murów, wież i ruin, w tym przepiękne ruiny kościoła św. Katarzyny na rynku. Reszta to urocze parterowe domki, urocze – to najodpowiedniejsze słowo – sklepiki z pamiątkami, dużo kwiatów i owiec. Owce właściwie są wszędzie – na kubkach, breloczkach, w formie kłębków niefarbowanej wełny, wyprawionych skór a nawet wełnianych skarpet (jest jakieś 30 stopni i pełne słońce). Kupuję lukrecję i staram się uniknąć głośnej muzyki, huczącej w każdej z licznych knajp.


Fot. Monika Frenkiel

Następny przystanek to Alandy, wyspy należące do Finlandii, ale cieszące się polityczną autonomią. Małe miasteczko z pięknymi drewnianymi fińskimi domami, dwie duże mariny, morskie miasteczko pełne drewnianych łodzi w różnych stylach, z warsztatem szkutniczym i wyścigami królików (tak, tak).


Fot. Łukasz Miller

Muzeum morskie i przede wszystkim piękna przyroda. Część załogi wypożycza rowery i zwiedza okoliczne klify, inni przemierzają pieszo szlaki trekkingowe. Rewelacyjne miejsce na sportowe aktywności. Alandy to podobno niecodzienny punkt programu na rejsach Zawiszy ( na tym też nie było ich w programie), więc cieszymy się z niespodzianki i podziwiamy widoki.


Fot. Monika Frenkiel

Wreszcie ostatni z zagranicznych przystanków – Ventspils czyli Windawa. Łotwa. Kompromis kapitana, bo połowa załogi chciała czegoś do zwiedzania a połowa – po prostu ładnej plaży. Niskie, drewniane domy, ładne, ale wiele z nich zniszczonych. Poza tym olbrzymi port przeładunkowy, piękny zamek kawalerów mieczowych, w którym teraz jest muzeum i wszędzie, dla odmiany po owcach, krowy. Ich figury znajdują się w różnych punktach miasta i urządzamy sobie rywalizację, kto znajdzie więcej. Piwo dobre, plaża z białym piaskiem i sporo aktywności na świeżym powietrzu – Aquapark i Adventure park. To jedyny port podczas naszego pobytu, kiedy to (z nielicznymi wyjątkami w postaci wachty trapowej) możemy spokojnie przespać całą noc.


Fot. Łukasz Miller


Wiedza niezbędna, czyli jak stawiać żagle i obierać ziemniaki

Nasz rejs był rejsem szkoleniowym. A więc się uczymy (bo w rejsie bierze udział sporo osób o zerowym lub znikomym doświadczeniu żeglarskim) – jak stawiać żagle, że sznurki to nie sznurki tylko szoty, który żagiel jak się nazywa, jak go stawiać i zwijać, jak klarować i do czego służą krawaty (a co najważniejsze – gdzie je umieścić, żeby nam ich nie podprowadziła inna wachta). Jak używać szelek i kamizelek, co znaczą dzwonki a co te cholerne szklanki, które na polecenie kapitana wybija się całą dobę. Co wpisywać do książki rejsu. Jak wpisać pozycję na mapie. Czy wreszcie najważniejsze – jak używać zawiszowej toalety. Bo ta nowoczesna instalacja jest jednocześnie bardzo wrażliwa, a zapchana wymaga interwencji mechaników. A oni tego bardzo nie lubią…W czasie nauki zawsze można zapytać swojego oficera, mając nadzieję, że jego wersja będzie zgodna z wersją np. bosmana, co wcale nie jest takie pewne, bo Zawisza jest pełen silnych osobowości. W efekcie jest nawet grupka, która szuka linijki do zmierzenia, czy buchta wisi dokładnie 9 centymetrów nad pokładem.


Fot. Monika Frenkiel

Dla niektórych nauka na „Zawiszy” ma bardzo praktyczny aspekt. Znalazło się bowiem paru delikwentów, którzy nigdy w życiu nie obierali ziemniaków czy nie używali szczotki do sedesu. Najbardziej bolesna lekcja to taka, że…na Bałtyku nie ma zasięgu.

Jak przetrwać rejs i nikogo nie zabić

Przed rejsem, jako osoba z reguły lubiąca samotność i ciszę najbardziej bałam się tłumu ludzi zamkniętego na małej przestrzeni, bez możliwości ucieczki. Ale okazało się, że zawsze można znaleźć cichy kącik do samotnego patrzenia na morze. Tak jak czas na kawkę na pokładzie, kąpiel w morzu czy zwykłe leżenie na dechach. Momentów do kontemplacji było sporo, gorzej ze spaniem. Na takim rejsie należy zapomnieć o wielogodzinnym śnie. Jeżeli my śpimy, inni akurat idą na wachtę. Schodzą z wachty. Czekają na wachtę. Grają w karty. Śpiewają, śmieją się, HAŁASUJĄ w tym samym kubryku, w którym masz swoąa szafę i koję.


Fot. Łukasz Miller

Śpimy wszyscy razem. Wdrapanie się na koję wymaga uwagi, podobnie jak obracania się z boku na bok czy wstawanie tak, żeby nie walnąć głową o sufit. Jeszcze trudniejsze jest wstawanie po ciemku, na przykład do łazienki i złażenie z trzeciego piętra, nie nadeptując na nikogo i nie tłukąc sobie kości ogonowej. Zapomnijcie o spaniu w piżamce, przynajmniej nie zawsze. Kompletnie rozregulowałam sobie cykl dobowy mycia zębów (po posiłku? Przed spaniem? A jeśli kładę się spać o 4 rano i wszyscy śpią?), straciłam też rachubę ile czasu już noszę daną sztukę odzieży. No i osobna dyscyplina to branie prysznica – buja, jedną ręką trzymasz kurek wysoko nad głową, drugą słuchawkę, trzecią się mydlisz a czwartą przytrzymujesz dla złapania równowagi… Po wszystkim jest się bardziej spoconym niż przed.


Fot. Łukasz Miller

To wszystko to jednak drobiazgi, zaliczane jednak ogólnie do „przygody na Zawiszy”. Najtrudniejsze to stosunki międzyludzkie. Oficerowie bywają różni, lepsi i gorsi, tak samo jak starsi wachty. 9 dni na morzu, tylko w swoim towarzystwie szybko obnaża słabości, kompleksy, uprzedzenia, wreszcie braki w doświadczeniu, nie tylko tym żeglarskim, ale nawet ogólnym, na przykład w zarządzaniu grupą. Na tarcia są dwie metody – buddyjski spokój albo zaciskanie zębów, bo drobne podniesienie głosu może skończyć się karczemną awanturą. Dlatego po 9 dniach mimo wszystko już oddychamy z ulgą.


Fot. Łukasz Miller

Pod żaglami Zawiszy życie płynie jak w bajce…

Na pewno była to przygoda. Niemiłych rzeczy nie będziemy pamiętać albo wyciągniemy z nich nauczkę na przyszłość. A ja na pewno będę pamiętać nieskończone kolory morza i smak kawy z widokiem na wschodzące słońce.


Fot. Łukasz Miller

BałtykGotlandiarejss/y Zawisza czarnyżaglowiec
FacebookX TwitterPinterestLinkedInTumblrRedditVKWhatsAppEmail
Żeglarski slang
Polskie stocznie. Vistula Cruiser – tramwaj zwany… marzeniem
Related posts
  • Related posts
  • More from author
kasyno na statku
Wieści z oceanów

Nie chciał płacić, więc wyskoczył za burtę

25 września, 20250
MSC Virtuosa zabójstwo
Wieści z oceanów

Zabójstwo na wycieczkowcu z The Good Ship Murder

15 maja, 20250
Vader na Morzu Południowochińskim
Wieści z oceanów

Darth Vader na Morzu Południowochińskim

23 stycznia, 20250
Load more
Read also
Mały statek Eocene uratował polskie złoto przez Niemcami. Fot. Pixabay
Statki, porty, offshore

Jak mały statek uratował polskie złoto przed Niemcami

12 czerwca, 20260
Młodzieżowa PLŻ 4 fot. Bartosz Modelski
Sport

Czas na drugą rundę Młodzieżowej Ligi Żeglarskiej!

11 czerwca, 20260
Wielki Bełt, fot.Wikipedia/St.Hinni - fotografia własna, CC BY-SA 3.0
Statki, porty, offshore

Brama do Bałtyku, czyli Wielki Bełt i nasze bezpieczeństwo

11 czerwca, 20260
Rodzina Trumpów chce postawić hotel w rezerwacie przyrody. Fot. Pexels
Nauka, odkrycia, przyroda

Wyspa Trumpów, czyli luksusowy kurort w rezerwacje przyrody. Kto bogatemu zabroni?

10 czerwca, 20260
Jak kupić używany jacht bałtycki, fot.Pixabay
Żeglarstwo, podróże, wyprawy

Rynek używanych jachtów morskich do 30 tys. zł AD 2026 w naszym regionie – szansa czy pułapka?

10 czerwca, 20260
PLŻ Dr Irena Eris ŻMPK 2026 2 fot. Robert Hajduk
Sport

Yacht Klub Polski Szczecin wygrywa w Dr Irena Eris Żeglarskich Mistrzostwach Polski Kobiet!

8 czerwca, 20260
Load more
Najnowsze
  • Jak mały statek uratował polskie złoto przed Niemcami 12 czerwca, 2026
  • Czas na drugą rundę Młodzieżowej Ligi Żeglarskiej! 11 czerwca, 2026
  • Brama do Bałtyku, czyli Wielki Bełt i nasze bezpieczeństwo 11 czerwca, 2026
  • Wyspa Trumpów, czyli luksusowy kurort w rezerwacje przyrody. Kto bogatemu zabroni? 10 czerwca, 2026
  • Rynek używanych jachtów morskich do 30 tys. zł AD 2026 w naszym regionie – szansa czy pułapka? 10 czerwca, 2026
Losowe teksty

„Zasłyszane” na twojejtubie – cumowanie „na jajeczko”

29 lipca, 2013

Wędkarze utknęli na krze

11 marca, 2019

Wojskowe Kino Plenerowe – – Piknik Wojskowy w Juracie

5 sierpnia, 2021

Mini Transat 2013 – żeglarze wciąż czekają na start

24 października, 2013

Dni Morza – Sail Szczecin 2011 – znamy szczegóły

15 lutego, 2011

Jak wygląda Wielkanoc na morzu?

6 kwietnia, 2017

Wyciek ropy podczas usuwania wraku

25 maja, 2015

Jubileuszowe 25. Targi WIATR i WODA

21 lutego, 2013
Kuna najstarszy lodołamacz

Kuna – najstarszy lodołamacz świata w Świnoujściu

15 maja, 2025

US Navy stawia na astronawigację

22 października, 2015
Tagi
Antarktyda Bałtyk bezpieczeństwo Chiny Chorwacja Ciekawostki czarter ekologia Gdańsk Gdynia Grecja inwestycja jacht katastrofa klimat konkurs marynarka wojenna morze nagroda NATO nauka ocean okręt Polska port regaty rejs Rosja Selma Expeditions statek stocznia Szczecin słownik targi turystyka Ukraina USA wojna wrak wycieczkowiec wypadek wyprawa wyspa żaglowiec żeglarstwo

    # TRENDING

    regatyBałtykCiekawostkiekologiarejsjachtnaukaRosjasłownikwypadekstatekmarynarka wojennaUSAwyprawaczarterGdańskokrętmorzekonkurswojna
    © Copyright 2010-2026, Wszystkie prawa zastrzeżone
    • O nas
    • Regulamin
    • Regulamin sprzedaży
    • Prywatność
    • Kontakt
    Tawernaskpipperow.pl i Morze.org łączą się w jeden portal