Brak produktów w koszyku.
Tekst i zdjęcia: Gabriel Kania Dawniej oceaniczne żeglowanie miało w sobie coś z mitu. Było domeną samotników i śmiałków, którzy z mapą, sekstantem i niekończącą się nadzieją wypływali w stronę nieznanego. Niewielkie jachty z drewnianymi masztami i płóciennymi żaglami odchodziły od brzegu bez żadnej gwarancji powrotu. Liczył się kunszt nawigatora, wyczucie natury i odwaga. Żeglarstwo było wtedy sztuką przetrwania, a każdy rejs – konfrontacją z żywiołem i samym sobą. Dziś technologia wspiera żeglarza. Pogoda jest bardziej przewidywana, jachty wyposażone w autopiloty, panele słoneczne, odsalarki. Ale istota żeglowania pozostała ta sama: wolność, pokora wobec oceanu, rytm wiatru i fal. Bo na środku Atlantyku nie ma ucieczki. Żeglarstwo wciąż odziera człowieka z pozorów i stawia go twarzą w twarz z prawdą. Więcej historii Afrykańska przygoda: rejs katamaranem na dziewiczą Pembę14 maja, 2026 Listopadowy rejs Gedanią16 lipca, 2026 Atlantyk. Reportaż z rejsu7 października, 2025 — latająca ryba fot. Gabriel Kania 25 grudnia. Martynika. Święta Bożego Narodzenia. Zamiast świerków – palmy. Zamiast kolęd – szum fal i śmiech dzieci na brzegu. Zamiast barszczu – Ti’ Punch: rum z limonką i cukrem trzcinowym, popijany w cieniu kokosów. Siedzę na pokładzie i myślę: może rzeczywiście jestem wolnomyślicielem. A może tylko lubię to słowo. Zawsze czułem, że […]

