Brak produktów w koszyku.
W amerykańskim stanie Ohio doszło do tragedii, której naprawdę dało się uniknąć. Grupa ludzi wypoczywała nad rzeką. Weekend, sielanka. W pewnym momencie jeden z plażowiczów postanowił popływać, nie zważając na wyjątkowo wysoki stan wody i silny nurt. Szybko zaczął tonąć i na pomoc ruszyły mu kolejne cztery osoby. Żadna z nich tego nie przeżyła. Na brzegu zostało dwoje przerażonych dzieci.
Okoliczności zdarzenia
Dramat miał miejsce w minioną niedzielę wieczorem w miejscowości Powell nad rzeką Scioto. Na brzegu wypoczywało pięcioro dorosłych i dwoje dzieci w wieku poniżej 10 lat. Nic nie zapowiadało kłopotów do momentu, aż jeden z plażowiczów postanowił popływać. Nie zwrócił jednak uwagi na to, że nurt jest wyjątkowo silny, a stan wody dwukrotnie wyższy niż zwykle.
Z danych USGS (amerykańskiej służby geologicznej) wynika, że w dniu tragedii prędkość przepływu na tym odcinku rzeki wynosiła około 10 metrów sześciennych na sekundę.
W tak trudnych warunkach amator kąpieli bardzo szybko stracił kontrolę i zaczął tonąć, dlatego na pomoc ruszyło mu zaprzyjaźnione małżeństwo, Marina Regalado i Mario Pineda. Niestety ich również porwał silny nurt rzeki i niedoszły ratunek stał się tak naprawdę walką o życie. Widząc to, kolejna para weszła do wody, licząc, że uda się jej uratować tonących. Nie udało się.
Dziecko na drodze
Wszystko to rozegrało się na oczach dwójki dzieci, które na zostały na brzegu. Jak na ironię, to właśnie jedno z dzieci zachowało się najbardziej dorośle i odpowiedzialnie. Kiedy sytuacja stawała się coraz bardziej rozpaczliwa, wybiegło na drogę, by szukać pomocy.
Znalazł je przypadkowy kierowca. Jak relacjonował, dziecko było biegło wzdłuż szosy i wołało, że w rzece jest jego rodzina. Mężczyzna natychmiast zadzwonił po pomoc. Przybyłe na miejsce służby podjęły z wody obie kobiety i przewiozły do szpitali – niestety ich życia nie udało się już uratować. Rankiem odnaleziono ciała mężczyzn.
Jak ratować tonącego?
Tego koszmaru można było uniknąć – ale łatwo tak myśleć, siedząc wygodnie przed monitorem. Prawdopodobnie zadziałała tu adrenalina, panika, brak wiedzy oraz emocje. Dlatego, chociaż wszyscy pewnie o tym słyszeliśmy, powtórzmy raz jeszcze: widząc, że ktoś tonie, NIE WSKAKUJEMY bohatersko do wody.
Najpierw wzywamy pomoc, potem podajemy tonącemu przedmiot: gałąź, zwiniętą kurtkę, zakręconą plastikową butelkę po napoju, kij do selfie itp. Jeśli uda się go wyciągnąć na brzeg, udrażniamy drogi oddechowe i do przybycia służb przeprowadzamy RKO (masaż serca i sztuczne oddychanie).
Jeżeli nie umiemy tego robić (albo trudno nam się przełamać, a topielec… zwymiotował), przynajmniej uciskamy rytmicznie klatkę piersiową, pompując w ten sposób krew z resztką tlenu do mózgu. Ważne, by uciskać mocno i rytmicznie (2 razy na sekundę). Możemy podeprzeć się rytmem „Stayin’ Alive” Bee Gees albo „Baby Shark”. To zdecydowanie mniej skuteczne, ale niefachowa pomoc jest lepsza niż jej brak.

