Brak produktów w koszyku.
Są takie miejsca na mapie, gdzie krzyżują się szlaki, interesy i… lęki różnych państw. Jednym z nich jest duński Wielki Bełt (Storebælt). Można powiedzieć, cieśnina jak cieśnina: wąskie przejście, podmorskie instalacje… pozornie jedyne, co ją wyróżnia, to epicki most.
W dzisiejszych niespokojnych czasach Wielki Bełt może się jednak stać przysłowiowym języczkiem u wagi – bo właśnie w nim ścierają się bezpieczeństwo NATO i interesy Rosji. A gdyby tak most nad cieśniną przypadkowo runął – kto by na tym stracił więcej?
Wielki Bełt, wielka sprawa
Storebælt łączy Bałtyk z cieśniną Kattegat i wodami Morza Północnego – dokładnie tak samo, jak dwie pozostałe cieśniny duńskie. Rzecz w tym, iż Wielki Bełt jest naprawdę spory. Oczywiście jak na bałtyckie standardy. Ma około 120 km długości i 30 km szerokości i jest największą, a przede wszystkim najgłębszą z cieśnin duńskich. I właśnie ta głębokość ma kluczowe znaczenie, przynajmniej z punktu widzenia Rosji.
To jedyna droga dla głębokowodnych okrętów wojennych oraz dużych tankowców wypływających z portów w Petersburgu czy Primorsku. Oznacza to, że zamykając Wielki Bełt można zupełnie odciąć i zablokować rosyjską marynarkę wojenną. Czy Rosjanie o tym wiedzą? Z pewnością tak. Ale wiedzą też, jak ważne jest dla NATO, by nic się w rejonie nie zepsuło, nie runęło do wody, ani nie zablokowało, bo właśnie tamtędy w razie zagrożenia mogą dotrzeć do krajów bałtyckich sojusznicy z pomocą.
Wielki Bełt i Rosja
Kwestia rosyjska ma w tym przypadku szczególne znaczenie. Jeśli wierzyć statystykom, tą drogą wodną Rosjanie transportują do 60% swojej surowej (nieprzetworzonej) ropy naftowej. Od czasu rozpoczęcia wojny na Ukrainie realizują ten cel głównie z użyciem tzw. floty cieni, czyli tankowców o niejasnej przynależności, często nieubezpieczonych i znajdujących się na skraju śmierci technicznej.
Czy taki pływający złom może doprowadzić do katastrofy ekologicznej? Jak najbardziej. Może też przypadkowo zgubić kotwicę, zahaczając nią o przebiegające pod wodą kable komunikacyjne. Na szczęście, jak już wiemy, Wielki Bełt jest dość głęboki, a Rosjanie wcale nie są zainteresowani wywołaniem takiej katastrofy – bo sami straciliby przez nią źródło dochodu.
Oczywiście obie strony pilnują, by przeciwnik nie zdobył zbyt dużej przewagi: utrzymują monitoring, przeprowadzają ćwiczenia i trenują ewentualne scenariusze. Na razie ten swoisty pat zapewnia bezpieczeństwo naszej części świata – podobnie jak postanowienia Konwencji Kopenhaskiej z 1857 roku, nadające cieśninie status międzynarodowej drogi wodnej. Zgodnie z nimi Dania ma obowiązek zapewnić swobodną i bezpłatną żeglugę wszystkim krajom.


