Brak produktów w koszyku.
W minioną niedzielę w okolicy Splitu doszło do zderzenia żaglówki ze znacznie większym katamaranem. W wyniku kolizji co najmniej trzy osoby zginęły, kolejne cztery przebywają w szpitalu, a jedna została uznana na zaginioną. Wszystkie ofiary to Czesi.
Okoliczności zdarzenia
Informację na temat incydentu przekazała chorwacka Agencja Badania Wypadków w Transporcie Lotniczym, Morskim i Kolejowym. Jak czytamy, kolizja nastąpiła w cieśninie pomiędzy wyspami Bracz i Szolta.
Niewielki jacht żaglowy płynący pod banderą francuską zderzył się z szybkim katamaranem pasażerskim „Krilo Eclipse”. W momencie kolizji na pokładzie żaglówki przebywało ośmioro załogantów z Republiki Czeskiej, a na statku znajdowało się 118 pasażerów i 7 członków załogi.
Tuż po zderzeniu Krajowe Centrum Koordynacji Ratownictwa Morskiego (MRCC) w Rijece oraz Kapitanat Portu w Splicie przystąpiły do akcji ratunkowo-poszukiwawczej. Wzięły w niej udział wszystkie jednostki pływające obecne w okolicy Splitu oraz śmigłowce.
Jak podaje konsul czeskiej ambasady w Zagrzebiu Sztiepan Szantrouczek, trzy osoby poniosły śmierć na miejscu. Cztery kolejne zostały podjęte z wody i przetransportowane do szpitala, ale wiadomo już, że stan trzech z nich jest dobry i nie wymagają dłuższej hospitalizacji. Czwartą poszkodowaną jest kobieta, która doznała złamań kręgosłupa i na razie pozostanie w szpitalu.
Zderzenie w Chorwacji: kto miał pierwszeństwo?
Na razie jest jeszcze za wcześnie na ferowanie ostatecznych wyroków. Możemy jednak oprzeć się na relacji naocznego świadka – kolizję widziała p. Monika Waligórska, była prezes Polskiego Towarzystwa „Polonez” w Splicie. Jak podkreśla, mniejsza jednostka płynęła na żaglach.
Katamaran został odholowany do portu Milna, gdzie eksperci badają jego stan pod kątem ewentualnych uszkodzeń. Służby przeprowadzają czynności dowodowe, a śledztwo mające wyjaśnić szczegóły katastrofy jest w toku. Strona chorwacka współpracuje też z organami z Francji i Republiki Czeskiej. Na razie nikt nikomu nie postawił zarzutów. Nie wiadomo też, co się stało z zaginionym żeglarzem. Służby prowadzące dochodzenie podejrzewają, że w momencie zderzenia przebywał pod pokładem, dlatego mógł zatonąć razem z jachtem. Śledczy użyli drona, żeby zlokalizować położenie wraku.
Jak mówi Željko Kuštera, kapitan portu Split, w ciągu trzydziestu pięciu lat kariery nie spotkał się z podobną katastrofą.


