Brak produktów w koszyku.
OK, szanse na to są małe – ale nie zerowe. Załóżmy dla uproszczenia, że wrak znajduje się na wodach międzynarodowych i jest własnością prywatną. Załóżmy też, że my mamy techniczne możliwości, czas i pieniądze, by wydobyć zatopiony skarb. Czy automatycznie stanie się naszą własnością? I co zrobić, by legalnie zostać milionerem?
Zatopiony galeon – jakie przepisy obowiązują?
Znalezienie zatopionego wraku pełnego złota to dopiero początek drogi do osiągnięcia stabilizacji finansowej. I powiedzmy sobie szczerze: wcale nie jest pewne, że będzie to droga zakończona sukcesem.
Wiele zależy jednak od tego, jaką strategię przyjmiemy – a, jak czytamy na portalu Jstor.org, możliwości mamy zasadniczo dwie.
Znajdując wrak, możemy powołać się na:
- zasadę ratownictwa morskiego, czyli Maritime Salvage. Odnosi się ona raczej do wraków współczesnych, gdzie właściciel jest znany. Znalazca zyskuje sowite odszkodowanie, a jego wysokość ustala sąd, uwzględniając wartość statku i trudność w jego uratowaniu, a także dbałość o dobrostan znaleziska,
- albo na prawo znalazcy, czyli Law of Finds. Jest ono zwykle stosowane do starszych wraków, gdzie właściciel jest nieznany lub gdzie da się udowodnić, że dane mienie porzucił. To prawo wskazuje pierwszego znalazcę wraku jako nowego właściciela, przez co bywa nazywane świętym Graalem poszukiwaczy.
Każda z opcji wyklucza tę drugą, dlatego raz obranego kursu nie da się już zmienić. Którą zatem lepiej wybrać?
Maritime Salvage – czyli odszkodowanie dla ratownika
Tu stajemy przed sądem jako ktoś, kto oczekuje należnej nagrody za uratowanie cudzego mienia – ale wcale nie domaga się uznania go za nowego właściciela. Wydaje się, że to gorsza opcja, ale mimo to większość znalazców wybiera właśnie ją. Daje ona bowiem realne szanse na spory zysk – wymaga jednak spełnienia trzech warunków:
- Udowodnienia, że wrak był w niebezpieczeństwie. Jeśli leżał spokojnie na dnie od trzystu lat, może to być problematyczne, ale od czego są prądy morskie, rdza, zmiany klimatu i nielegalni poszukiwacze? Niebezpieczeństwo jak nic!
- Wykazania dobrowolności – na zasadę Maritime Salvage nie może powołać się ktoś, kto z założenia miał chronić dany statek, bo był do tego zobowiązany np. kontraktem.
- Sukcesu w „ratowaniu”. Jeśli więc pod wodą znajduje się efektowna złota waza, trzeba ją wydobyć, a nie tylko posłać drona, który ją sfotografuje.
Law of Finds – czyli znalezione, nie kradzione
Znaleźliśmy skarb, dawnego właściciela nie ma – no więc kto ma być nowym, jak nie my? Rzecz w tym, że aby móc powołać się na to prawo, trzeba udowodnić, iż mienie nie zostało zgubione – ale porzucone. I ciężar przeprowadzenia tego dowodu spoczywa na barkach znalazcy.
Jeśli statek zatonął podczas sztormu, nikt nie wiedział, gdzie się znajduje – to nie wystarczy, by uznać mienie za porzucone. Podobnie, jeśli wrak spoczywał pod wodą, bo nie było technicznych możliwości wydobycia go. Co więcej, jeśli znaleziony wrak (nawet statek handlowy) przewoził skarb koronny (np. złoto ukradzione Inkom przez Hiszpanię), może być uznany za okręt państwowy. W takim przypadku Law of Finds nie działa i sąd zamyka sprawę.
Hiszpania została tu przywołana nie bez powodu – jest znana z tego, że nie odpuszcza swoich statków nawet po kilkuset latach. Przykładem jest sprawa wraku Nuestra Señora de las Mercedes znalezionego w 2007 przez amerykańską firmę Odyssey Marine Exploration. Hiszpania wytoczyła znalazcom proces, twierdząc, że to jej okręt wojenny należący do hiszpańskiej korony – i wygrała. Amerykanie musieli oddać 100% tego, co znaleźli.
W 2012 roku, powołując się na ten precedens, Hiszpania wysłała pismo do Meksyku dopominając się uznania jej prawa własności do wraku galeonu Nuestra Señora del Juncal, który zatonął przy meksykańskim wybrzeżu. Nie został jeszcze znaleziony – ale w razie, gdyby tak się stało, Hiszpanie postanowili zadbać o swoje interesy…


