Brak produktów w koszyku.
Ludzie nieszczególnie lubią przyznawać się do własnej nieudolności. Pan żeglarz wie przecież wszystko. Poza tym zawsze milej zrzucić winę na kogoś innego – a jeśli nikt się nie napatoczy, pozostają… banany. Skąd wziął się przesąd, że miały przynosić straszliwego pecha?
O co chodzi z bananami?
Każdy przesąd ma swoje źródło – a w tym wypadku jest ono wyjątkowo łatwe do ustalenia. W XVIII wieku wiele statków handlowych kursowało pomiędzy Karaibami a Europą, przewożąc w ładowniach banany. Nie wszystkim udawało się dotrzeć do celu, bo czasy były niebezpieczne. Te jednostki, które tonęły, szły na dno – i pozostawała po nich jedynie masa bananów unoszących się na wodzie. Przesądni żeglarze uznali to za złowróżbny znak – a biedne owoce obarczyli winą za całe nieszczęście. Potem poszło już z górki, bo doszukali się jeszcze kilku innych elementów na poparcie swojej teorii. Zauważyli między innymi:
- Że banany zgromadzone w ładowniach szybko gniją.
- Że przy bananach szybko gniją też inne owoce (nie mieli pojęcia, co to etylen – ale wiedzieli, co to strata finansowa za zepsuty towar).
- Że w bananach mogą się skrywać różne zwierzęta (np. pająki, skorpiony, węże…), od których lepiej trzymać się z daleka.
Co więcej, na statkach z bananami słabo udawały się połowy. To już nie była wina etylenu ani pająków – ale faktu, że ludzie, mając na uwadze pkt. 1 i 2 płynęli szybciej, by dotrzeć do portu, zanim owoce się zepsują.
Co na to żeglarze?
Współcześni żeglarze snują się po morzach nie z musu, ale dla przyjemności (chociaż gdy stoją zmarznięci za sterem w środku nocy, mogą zadawać sobie głupie pytania – np. i po co mi to było…?). Banany to dla nich zdrowa, smaczna i – jak na owoc – dość energetyczna przekąska. Jeśli w dodatku zostanie kupiona w kraju, gdzie banany występują naturalnie, ich smak będzie o niebo lepszy od tego znanego z supermarketów.
Dzisiejsi żeglarze nie są też przesądni… przynajmniej w zdecydowanej większości. Jeśli wierzyć Internetom, zdarzają się i tacy, na których wrażenie robią nie tylko prawdziwe banany, ale nawet ubrania czy kosmetyki z nazwą tego owocu. A swoją drogą, ciekawe, co by było, gdyby zrobić takie combo: baba na pokładzie, w ciuchach Banana Republic, wysmarowana kremem Banana Boat i niosąca kiść bananów… Czyste zło!
*) I małe wyjaśnienie na koniec: zupełnym przypadkiem tak wyszło, że redakcja Morza w połowie jest babska. Nie czujemy się obrażone słowem baba. Czasem pojawiamy się na pokładzie. I nie przynosimy pecha.

