Brak produktów w koszyku.
Polska od lat pozostaje w czołówce w produkcji jachtów turystycznych do 9 m. Pod tym względem jesteśmy pierwsi w Europie i drudzy na świecie. Zarówno Europa, jak i świat ulegają jednak dynamicznym zmianom – czy zatem nasze stocznie jachtowe mogłyby przestawić się teraz na produkcję morskich dronów? Jak najbardziej. Co więcej, to już się dzieje.
Polska jachtami stoi
Jak podają Polska Izba Przemysłu Jachtowego i Sportów Wodnych – Polskie Jachty (POLBOAT) i Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH), każdego roku nasze stocznie produkują około 25 000 jachtów.
Gdyby wykorzystać ten potencjał do budowy morskich bezzłogowców, stalibyśmy się poważnym graczem, i to na skalę światową. Co więcej, specyfika naszych stoczni jachtowych sprawia, że stanowią one idealny model funkcjonowania na nowe czasy, gdy infrastrukturze przydarzają się różnego rodzaju „awarie”. Dlaczego idealny? Oto powody:
- W większości są to niewielkie zakłady. Zatrudniają kilkanaście, może kilkadziesiąt osób. W takiej firmie wszyscy się znają, co sprawia, że ewentualny sabotażysta ma nieco trudniejsze zadanie.
- Małe, często rodzinne firmy są bardziej skłonne do wprowadzania innowacji, a proces decyzyjny jest krótki. Oznacza to, że podjęcie współpracy z innym przedsiębiorstwem (np. z dostawcą elektroniki) nie będzie wymagało skomplikowanych procedur, przetargów i wielomiesięcznych negocjacji.
- Są rozproszone po całej Polsce. Niektóre działają na Pomorzu, ale nie wszystkie. Wiele zlokalizowanych jest w województwie mazowieckim, śląskim, czy podkarpackim. Lokalna „awaria” sieci energetycznej nie wstrzyma całej produkcji.
Ale drony wymagają elektroniki…
Wbrew pozorom nie jest to problem – bo mała stocznia jachtowa, żeby produkować bezzałogowe jednostki nawodne (USV) lub podwodne (UUV), nie musi mieć własnej fabryki mikroprocesorów. Nie potrzebuje też speców od AI, którzy napiszą stosowne algorytmy. Wystarczy, że podejmie współpracę z kimś, kto zna się na elektronice i programowaniu, ale za to nie potrafi zrobić lekkiego, wytrzymałego kadłuba odpornego na trudne warunki morskie.
Czy takie partnerstwo może działać? Jak najbardziej, czego przykładem jest Grupa WB rozwijająca nowoczesne drony morskie z rodziny StormRider. Wykorzystuje zaawansowaną elektronikę i systemy łączności satelitarnej, a jednocześnie współpracuje z doświadczonymi szkutnikami.
Podobne rozwiązania (chociaż już obarczone piętnem molocha) podejmuje tzw. sektor publiczny, czego dowodem jest współpraca PGZ Stoczni Wojennej, Politechniki Gdańskiej i AGH. Konsorcjum produkuje drony podwodne w Krakowie rozwija drony podwodne nowej generacji.
Fakt, że zamiast jachtów zaczynamy budować drony, jest trochę przygnębiający: oznacza, że okres beztroski ma się ku końcowi i że pojawiły się wyzwania, o jakich dawniej nie musieliśmy nawet myśleć. Nie ma co jednak obrażać się na nowe czasy; trzeba za nimi nadążać. Nasze stocznie mają szansę stać się światowym liderem również w dziedzinie morskich dronów. Oby udało się ją właściwie wykorzystać.

