Brak produktów w koszyku.
Jutro przypada wyjątkowa rocznica: 1 października 1936 roku miało bowiem miejsce wodowanie okrętu, który stał się później prawdziwą legendą. ORP Błyskawica – najstarszy niszczyciel na świecie, symbol polskiej walki w czasach II wojny światowej, okręt-muzeum...
Matką chrzestną jednostki została Cecylia Raczyńska, żona ambasadora RP w Londynie. Nie było w tym nic dziwnego, standardowo ten zaszczyt przypadał żonom dygnitarzy. Inna sprawa, że akurat pani Cecylia kiepsko poradziła sobie z rozbijaniem butelki o burtę, co miało zwiastować katastrofę… OK, ludzie morza bywają przesądni. Czy zatem godzina rozpoczęcia uroczystości – 11.55 – również miała coś wspólnego z przesądami?
Dlaczego nie poczekano jeszcze pięciu minut?
Rozpoczęcie uroczystości o niepełnej godzinie wydaje się dziwaczne – gdyby jeszcze była to 12.05, można by tłumaczyć wszystko zwyczajnym spóźnieniem. Ale 11.55? To nie mógł być przypadek – i rzeczywiście, nie był. Pora została wybrana z konkretnej przyczyny, i to niemającej nic wspólnego z morskimi przesadami – ale z wodą już tak.
Nietypowa godzina rozpoczęcia chrztu Błyskawicy wynikała z lokalnych uwarunkowań hydrologicznych. Trzeba pamiętać, że okręt zbudowano w stoczni J. Samuel White & Co. Ltd. w mieście Cowes na wyspie Wight. Stocznia była zlokalizowana w ujściu rzeki Medina, a ORP Błyskawica była – jak na owe czasy – potężnym okrętem. Zwodowanie tak dużego niszczyciela wymagało maksymalnego możliwego poziomu wody. W przeciwnym razie istniało zagrożenie, że Błyskawica osiądzie na mieliźnie.
Wodowanie Błyskawicy a hydrologia
Przed wodowaniem niszczyciela specjaliści przeprowadzili szczegółowe analizy hydrologiczne. Wynikało z nich, że 1 października 1936 roku najwyższy poziom wody w okolicy ujścia rzeki Medina przypadnie dokładnie w południe. Podczas kulminacji ma miejsce zjawisko tzw. slack water, czyli zjawisko „stania wody”.
Oznacza to, że optymalny czas na zwodowanie potężnego okrętu to kilka minut wcześniej, bezpośrednio przed momentem kulminacyjnym. Dzięki temu Błyskawica mogła spłynąć z pochylni wprost na spokojną i głęboką wodę, zanim prąd rzeki zacznie ponownie przyspieszać. Oczywiście można się spierać, czy „kilka” minut to akurat pięć. Specjaliści ze stoczni J. Samuel White & Co. Ltd. uznali jednak, że tyle wystarczy.
Jak się okazało, mieli rację. Wodowanie przebiegło bez większych przeszkód, jeśli nie liczyć drobnej wpadki z butelką szampana. Matka chrzestna okrętu, p. Cecylia Raczyńska, nie zdołała uderzyć nią o burtę na tyle mocno, by rozbić szkło. Na szczęście w okolicy stał pracownik stoczni, który wykazał się dużym refleksem: złapał huśtającą się butelkę i poprawił to, czego nie udało się dokonać pani Cecylii.
Mimo wszystko nierozbicie butelki za pierwszym razem uznano za zły omen dla okrętu. Historia udowodniła jednak, że ORP Błyskawica okazał się jedną z najszczęśliwszych jednostek II wojny światowej. I to by było na tyle, jak chodzi o przesądy…

