„Flota Gułagu. Stalinowskie statki śmierci: transporty na Kołymę” Wydawnictwa Replika to książka, która może wywrócić do góry nogami nasze wyobrażenia dotyczące stosunków międzynarodowych panujących nie tylko w czasach II wojny światowej, ale i po niej.
O łagrach słyszał każdy – a przynajmniej każdy Polak. Jednakże tylko nieliczni mają świadomość faktu, że częścią tej upiornej, radzieckiej maszyny do zabijania była flota… i to flota obsługiwana przez państwa tzw. wolnego, zachodniego świata.
Transport więźniów drogą morską umożliwiał przewożenie ich do takich miejsc jak Kołyma czy Daleki Wschód, gdzie czekała ich niewolnicza praca w skrajnie trudnych warunkach. Stamtąd nie było drogi powrotu – jeśli ktoś raz trafiał w tryby sowieckiej machiny, przepadał na zawsze. Do tego piekła na końcu świata trafiały drogą morską setki tysięcy ludzi skazanych na niewolniczą pracę. Przytłaczająca liczba „zakluczonych” była wykorzystywana do eksploatacji rud uranu, które odkryto na Kołymie w 1946 roku. A uran był kluczowym dobrem, bo ZSRR planował stworzenie własnej broni atomowej.
Wielu nie docierało do gułagów wcale – zabijały ich albo warunki (niebezpieczne rejsy w przepełnionych ładowniach, bez światła, powietrza i bez jakichkolwiek warunków higieny), albo… inni ludzie. Więźniowie polityczni byli zamykani byli razem z kryminalistami, co prowadziło do przemocy, rabunków i nieopisanych tragedii.
To historie, w jakie trudno uwierzyć, bo – dosłownie – nie mieszczą się nam w głowie. Nam, ludziom wolnego świata, przyzwyczajonym do życia w wielkiej globalnej wiosce, słyszącym o wartościach, wspólnych celach, rozwoju, inkluzywności, tolerancji… Dlatego waśnie autor podszedł do tematu z ogromną rzetelnością – prawie jak śledczy. Opierając się na bezpośrednich relacjach świadków, na materiałach archiwalnych oraz na dokumentacji technicznej statków, drobiazgowo zrekonstruował przebieg tej wyjątkowej operacji transportowej; jednej z największych w historii, a jednocześnie przemilczanej. Jak to możliwe, że do łagrów na Kołymie trafiło drogą morską około milion ludzi – i prawie nikt o tym nie wie?
Książka nie jest tylko świadectwem czy nawet hołdem złożonym ofiarom nieludzkiego systemu. Jest ona przede wszystkim pytaniem: czy Zachód wiedział, co się dzieje? Wśród więźniów byli również Amerykanie: zestrzeleni lotnicy, jeńcy wojenni, żołnierze uwięzieni podczas wojny w Korei. Czy ktoś się o nich upomniał? Wysłał po nich Johna Rambo?
Wiele statków wchodzących w skład Floty Gułagu pochodziło z USA i Kanady. Nie tylko pochodziło – niektóre… były w tych krajach na bieżąco remontowane. Czy naprawdę nikt nie postawił pytania, kto i dokąd nimi pływa? A może wygodniej było tego nie wiedzieć? Jak na ironię, wiele z tych jednostek to były amerykańskie Liberty – ale nie miały nic wspólnego z wolnością.
Książka Martina J. Bollingera to nie tylko historyczne śledztwo, ale też opowieść o bezsilności jednostki wobec systemu totalitarnego — i wobec cichego przyzwolenia wolnego świata.
Link do strony Wydawnictwa, gdzie można kupić książkę tutaj.


