Przejdź do zawartości
  niedziela 12 lipca 2026
Ważne
11 lipca, 2026Silny wiatr i wysokie fale otworzyły rywalizację na Mistrzostwach Świata klasy Europa 2026 11 lipca, 2026Trzy medale dla Polski podczas Mistrzostw Świata Juniorów 10 lipca, 2026Klasy Star i 470 przejmują Gdynię! 9 lipca, 2026Czy Joseph Conrad nie chciał być Polakiem? 9 lipca, 2026Bałtyk: wyspa tylko do saunowania 8 lipca, 2026Mistrzostwa Świata klasy Europa w Gdańsku. „Zapowiada się znakomite ściganie” 8 lipca, 2026Przecinkowiec cholery w Bałtyku. Mamy się bać? 8 lipca, 2026Dlaczego starzy żeglarze nie zapadają na demencję? 8 lipca, 2026Kolejny etap Energa Nord Cup 2026 7 lipca, 2026Olimpijskie skiffy rozpoczynają Mistrzostwa Europy!
Morze
  • Kup Morze
  • Klub Morza
  • Statki
  • Okręty
  • Podróże
  • Przyroda
  • Sport
  • Kontakt
0

Brak produktów w koszyku.

Morze
0

Brak produktów w koszyku.

Morze
Morze
0
Koszyk

Brak produktów w koszyku.

  Wieści z oceanów  Geronimo w Maroko
Wieści z oceanów

Geronimo w Maroko

Magda i Adam ŻuchelkowscyMagda i Adam Żuchelkowscy—14 października, 20100
FacebookX TwitterPinterestLinkedInTumblrRedditVKWhatsAppEmail

Michał, Paweł i Marcin dotarli do nas około południa. W związku z tym, że mieliśmy mało czasu, a chcieliśmy sporo zwiedzić, jeszcze tego samego dnia wypłynęliśmy w stronę Maroka. Słońce pięknie świeciło, był leciuteńki wiatr, warunki idealne do zjedzenia lasagne – „petardy”, jak to określili nasi nowi załoganci. Jednak prawdziwa „petarda” nastąpiła dopiero wtedy, gdy lasagne zaczęła się przewracać w żołądkach, szczególnie u osób, które wzięły sobie dokładkę. Paweł próbował wytrwać całą noc na górze (wewnątrz, w tym małym „pokoiku”, w nocy nie da się przecież spać), ale nie wytrzymał ostatecznej próby. W szelkach, zaspany i już trochę zmęczony (bo to przecież nie jego wachta) został po raz kolejny zmoczony przez jedną z wielu fal wpadających na pokład. „Tego już naprawdę dosyć!” – powiedział Paweł i oburzony zszedł pod pokład. Po 40 milach minęliśmy w nocy małe wysepki Alboran (od nich właśnie wzięło się określenie Morze Alborańskie), gdzie głębokość z 1400 m nagle spada do 100 m, 60 m i niżej. W związku z tym tworzą się tam nieco większe fale. Wiatr mieliśmy doskonały pomimo wpadającej czasem na pokład fali i niskiej jak na Morze Śródziemne temperatury w nocy. Geronimo dopłynął do portu nad ranem.

Melilla – pierwszy powiew Afryki

Maroko
  Nowoczesne kobiety arabskie

Melilla to hiszpańska kolonia na afrykańskim brzegu, która została założona jeszcze przez Fenicjan, a dopiero pod koniec XV w. zaczęła być częścią Hiszpanii. Zmęczeni po nocnych przebojach i chorobie morskiej (to wcale nie przez lasagne!) odświeżyliśmy się, zjedliśmy porządne śniadanie i po hiszpańsku udaliśmy się na sjestę. Dopiero po południu ruszyliśmy w miasto. Jak się okazało, tym razem przewodnik nie kłamał, informując, że „oprócz kilku szerokich ulic Melilla nie ma turystom nic do zaoferowania”. Jedyną atrakcją jest możliwość wypożyczenia auta, przekroczenie granicy i pojechanie do Maroka. Na to jednak było za późno. Wznieśliśmy więc wieczorny toast za „szczęśliwe ocalenie” i położyliśmy się spać – niektórzy z nas zasypiali z nadzieją na przystosowanie się błędnika do bujania.

Orientalne smaczki Al Hoceima

Więcej historii

Hej policz który tam…

14 stycznia, 2019

Delphia Trójka opuściła Lizbonę

30 października, 2012
Odkryto tajemnicę Wsyp Galapagos

Odkryto tajemnicę Wysp Galapagos

21 stycznia, 2021

Najnowocześniejszy okręt świata nie dokończył pierwszego rejsu

24 listopada, 2016

Nazajutrz w czasie żeglugi, a raczej rejsu motorowodnego, odwiedziły nas delfiny, i była to jedyna atrakcja całego dnia. Dobrze, że w załodze mieliśmy autopilota, który nie skarżył się, że musi cały czas sterować. Czas spędziliśmy na czytaniu książek, graniu w karty, szachy (ach co to były za emocje!) i na spaniu. W nocy wpłynęliśmy do Al Hoceima w Maroku. Co nas pozytywnie zaskoczyło, nikt nie obudził nas o 0600 czy 0700 w celu dokonania odprawy. Policja zjawiła się dopiero o 1000. Odprawa paszportowa trwała ok. 3 godzin. Wszyscy oczywiście bardzo się cieszyli, że do portu wpłynął jacht pod obcą banderą, ale formalności trzeba było dopełnić. Czterokrotne przepisywanie tego samego tekstu przez cztery różne osoby i stawianie tych samych pytań troszkę zaczęło nas denerwować. W końcu życzono nam miłego dnia, oddano paszporty i podziękowano za cierpliwość. Formalne niedogodności wynagrodziła Al

Maroko
 Plaża w Al Hoceima
Hoceima, która okazała się bardzo ciekawym miastem. Centrum znajduje się na sporej górze wiszącej około 180 m nad przepiękną zatoczką. Najwyższym punktem jest oczywiście meczet stojący nad stromą skarpą, na którą weszliśmy nie bez problemów. Tubylcy piorący swojerzeczy w czymś, co przypominało ścieki, zapewniali nas, że to dobra droga wiodąca do centrum miasta. Po dokładnym przyjrzeniu się skale stwierdziliśmy, że znajdują się w niej wykute otwory wyglądające jak wejścia do jaskiń, a przy jednym z nich była nawet wycieraczka. Największe wrażenie zrobił na nas targ, na którym można było kupić dosłownie wszystko. Uderzył nas widok ociekającej krwią kury leżącej obok wystawionych na pełne słońce ryb, na które czaił się wygłodniały kot… Dobrze, że mieliśmy zapas mięsa, bo nie zaryzykowalibyśmy kupna „świeżej” padliny. Za to owoce i warzywa były przepyszne i tanie. Al Hoceima to spory port wojskowy oraz rybacki, nie ma tu mariny, w związku z czym nie mieliśmy dostępu do wody pitnej ani prądu. O prysznicu także można było zapomnieć. Wszystko to rekompensuje plaża z czystą i ciepłą wodą w pobliżu portu oraz niesamowite miasto.

Cel – Marina Smir

Maroko
 Sprzedawca ryb… z kotem
Następnego dnia zaraz po dokonaniu po raz kolejny tych samych formalności granicznych, pożeglowaliśmy około 80 Mm do mariny Smir, także w Maroku. Po wyjściu z portu przywitała nas spora fala i brak wiatru. Płynęliśmy więc na silniku, lecz z godziny na godzinę przybywało wiatru, aż w końcu rozwiało się do 7°B. Na mocno zarefowanych żaglach przeciwstawialiśmy się zarówno falom, jak i podmuchom, które napierały z północnego zachodu – czyli po raz kolejny mieliśmy „pod górkę”. Niestety dryf był zbyt duży, halsowanie szło nam całkiem dobrze, jednak zbyt mało efektywnie. Po czterech godzinach wachty okazywało się, że w kierunku zrobiliśmy jedynie kilka mil… Humory jednak nam dopisywały, poza tym nikt już nie chorował. Pod wieczór w końcu dopłynęliśmy do kolejnego marokańskiego miasta-mariny, Smiru.

Swojsko i urokliwie – Chefchaouen

Po raz kolejny czekała nas odprawa, dzwoniono i pytano, czy faktycznie byliśmy w Al Hoceima, wypisywano te same kwitki. Biuro mariny było już niestety zamknięte, jednak skorzystaliśmy z pryszniców, mieliśmy dostęp do prądu i wody. Rano zdecydowaliśmy się pojechać na wycieczkę do typowego marokańskiego, XV-wiecznego miasteczka położonego wysoko w górach Rif – Chefchaouen. Jest ono znane z produkcji tkanin, ubrań z wełny oraz z wyrobu sera koziego i… kifu (pochodna marihuany). Dogadaliśmy się z taksówkarzem, który za 70 euro zabrał całą naszą piątkę na przejażdżkę swoim Mercedesem 240D z 1968 r. Samochód był dość nietypowy – licznik zatrzymał się na 856 000 km, a prędkościomierz wcale nie działał. Odczytaliśmy z mapy, że miejscowość, do

Maroko
 Czy to aby na pewno znak STOP?
której planowaliśmy dojechać, oddalona jest od portu o ok. 47 km. Taksówkarz nie mówił za dużo po angielsku ani hiszpańsku, ale zapewnił nas, że w pięć osób bez problemu zmieścimy się do jego wygodnego pojazdu. Po godzinie zaczęliśmy się niepokoić, gdyż ciągle jechaliśmy autostradą, a góry było widać jednynie z daleka. W końcu skręciliśmy w wąską drogę. Pojawiły się serpentyny, autko coraz bardziej warczało, skrzynia biegów nie chciała wskakiwać na pożądany bieg. Naszemu „drajwerowi” to nie przeszkadzało. Nadal się uśmiechał, podgłaśniał co jakiś czas muzykę i jechał z dużą prędkością, wyprzedzając co chwila inne auta. Po 2,5 godziny dotarliśmy do przeuroczego miasteczka. Zwiedzanie zajęło nam kilka godzin. Tubylcy żyją tu przede wszytkim z produkcji wełnianych ubrań – koszul, swetrów, wdzianek – robionych ręcznie lub za pomocą starych maszyn. Po obfitych zakupach udaliśmy się do restauracji na marokański „tangin”. Na początek zamówiliśmy typową herbatkę, czyli ulepek z miętą – ponoć najlepszy specyfik na upały. Jednak dla naszej załogi okazał się nie do przełknięcia. Danie główne składało się z warzyw i mięsa pomieszanych w wodzie z solą i podanych na ciepło. Zdaje się, że trafiliśmy na kiepską restaurację. Szybko za wszystko zapłaciliśmy (za danie 35 dirhamów, czyli około 3,5 euro) i poszliśmy szukać naszej wygodnej limuzyny. Taksówkarz czekał na nas w umówionym miejscu. Po trzech godzinach ekscytującej drogi i zakładów o to, kiedy skrzynia biegów całkiem wyskoczy, wróciliśmy na jacht.

Ceuta – specyficzna gościna

Przygotowaliśmy wszystko do wypłynięcia i pożeglowaliśmy niecałe 20 Mm do Ceuty. W związku z tym, że mieliśmy lekki wiatr z baksztagu, do portu hiszpańskiego dotarliśmy po niecałych trzech godzinach. W marinie w Ceucie staje się w tzw. y-bomach – na szpringach dziobowym, rufowym oraz dwóch cumach rufowych. Marinero, jak to w Hiszpanii, są bardzo pomocni, czasem aż zanadto, co wiąże się z faktem, iż mają zazwyczaj odmienną koncepcję ustawienia jachtu od naszej. I w dodatku starają się ją zrealizować! Wygląda to mniej więcej tak, że wszyscy ciągną za liny, z tym że każdy w inną stronę. Nasza załoga perfekcyjnie mówiąca po hiszpańsku zaczęła wypytywać Hiszpana o to, co warto odwiedzić – wdaliśmy się w dość długą dyskusję, dzięki czemu udało nam się ustawić jacht tak, jak nam się podobało. Marinero tylko się uśmiechnął, machnął ręką i odszedł. Ekipa udała się na balangę, która trwała do białego rana.

Maroko
Północne wybrzeże Maroka / rys. J. Buczek
Finiszujemy…

Jajecznica na boczku na śniadanko wszystkim dobrze zrobiła, zatankowaliśmy wodę, umyliśmy jacht i popłynęliśmy przez Cieśninę Gibraltarską do Sotogrande. Wiatr wiał z dobrego kierunku, statki nam ustępowały drogi, Marcin upierał się, że widział delfiny, choć nikt inny tego nie potwierdził. Było wesoło. Po kilku godzinach byliśmy już w marinie Sotogrande, gdzie czekały na nas kobiety i dzieci naszych dzielnych żeglarzy. Wspólny grill zakończył się późno w nocy, co nie przeszkadzało nam wypłynąć wcześnie rano następnego dnia do Jose Banus. To bogaty port, w którym trzeba zostawić sporo kaucji za klucze do toalet, pryszniców oraz wtyczkę do prądu. Niestety nie spotkaliśmy żadnej sławnej osoby, choć turystów było sporo. Ostatniego dnia popłynęliśmy do Fuengiroli. Po 10 dniach nasi trzej weseli załoganci opuścili pokład jachtu i nagle zrobiło się tak jakoś smutno. No cóż, wszystko co dobre, kiedyś się kończy…

Źródło: www.jachting.pl
Jachting

W bieżącym numerze Jachtingu: 8. Madagaskar, 26. Geronimo na Balerach, 34. Kolory Arktyki i inuickie wzory, 42. Przegląd portów Morza Północnego, 50. W głębinach Morza Czerwonego, 58. Miranda, Lil i Magik-Samostery, 72. Laminowanie dachu kabiny cz.2, 80. Maxus 28, 88. Wspomnienia z Malty – Emocean Marine Charm 27

FacebookX TwitterPinterestLinkedInTumblrRedditVKWhatsAppEmail
Gutek testuje jacht przed wielkim wyścigiem
Trzy kategorie żeglarzy
Powiązane artykuły
  • Powiązane artykuły
  • Więcej od tego autora
kasyno na statku
Wieści z oceanów

Nie chciał płacić, więc wyskoczył za burtę

25 września, 20250
MSC Virtuosa zabójstwo
Wieści z oceanów

Zabójstwo na wycieczkowcu z The Good Ship Murder

15 maja, 20250
Vader na Morzu Południowochińskim
Wieści z oceanów

Darth Vader na Morzu Południowochińskim

23 stycznia, 20250
Załaduj więcej
Czytaj też
Mistrzostwa Świata klasy Europa Fot: Bartosz Modelski
Imprezy

Silny wiatr i wysokie fale otworzyły rywalizację na Mistrzostwach Świata klasy Europa 2026

11 lipca, 20260
Polski Związek Żeglarski Fot: Sander van der Borch
Imprezy

Trzy medale dla Polski podczas Mistrzostw Świata Juniorów

11 lipca, 20260
Polski Związek Żeglarski Fot: Bartosz Modelski
Sport

Klasy Star i 470 przejmują Gdynię!

10 lipca, 20260
Joseph Conrad Fot. George Charles Beresford / National Portrait Gallery / Wikimedia Commons (Domena publiczna)
Nauka, odkrycia, przyroda

Czy Joseph Conrad nie chciał być Polakiem?

9 lipca, 20260
Wyspa do saunowania fot. Pexerls/ HUUM │sauna heaters
Żeglarstwo, podróże, wyprawy

Bałtyk: wyspa tylko do saunowania

9 lipca, 20260
Mistrzostwa Świata klasy Europa Fot: Bartosz Modelski
Imprezy

Mistrzostwa Świata klasy Europa w Gdańsku. „Zapowiada się znakomite ściganie”

8 lipca, 20260
Załaduj więcej
Najnowsze
  • Silny wiatr i wysokie fale otworzyły rywalizację na Mistrzostwach Świata klasy Europa 2026 11 lipca, 2026
  • Trzy medale dla Polski podczas Mistrzostw Świata Juniorów 11 lipca, 2026
  • Klasy Star i 470 przejmują Gdynię! 10 lipca, 2026
  • Czy Joseph Conrad nie chciał być Polakiem? 9 lipca, 2026
  • Bałtyk: wyspa tylko do saunowania 9 lipca, 2026
Losowe teksty

Wielki finał Energa Sailing Cup

26 sierpnia, 2014

Mistrzostwa Polski Katamaranów oraz regaty Sopot Finn Cup

10 sierpnia, 2015

Dlaczego marynarze nie lubili bananów?

30 marca, 2018

Chili, czyli piekło w gębie

10 lutego, 2017

Eljacht Cup 2016

14 czerwca, 2016

Rok 2019 – Rokiem Prasy Morskiej

10 lutego, 2019

Konkurs „przepis miesiąca” – maj

1 czerwca, 2011

OSTAR 2013 – udany start kpt. Krystiana Szypki

28 maja, 2013

Ateny i wyspy greckie według National Geographic

22 lipca, 2014

Są plany odmulenia Kanału Jagiellońskiego

11 lutego, 2016
Tagi
Antarktyda Bałtyk bezpieczeństwo Chiny Chorwacja Ciekawostki czarter ekologia Gdańsk Gdynia Grecja inwestycja jacht katastrofa klimat konkurs marynarka wojenna morze nagroda NATO nauka ocean okręt Polska port regaty rejs Rosja Selma Expeditions statek stocznia Szczecin słownik targi turystyka Ukraina USA wojna wrak wycieczkowiec wypadek wyprawa wyspa żaglowiec żeglarstwo

    # POPULARNE

    regatyBałtykCiekawostkiekologiarejsnaukajachtRosjasłownikwypadekstatekmarynarka wojennaUSAwyprawaczarterGdańskmorzeokrętkonkursGdynia
    © Copyright 2010-2026, Wszystkie prawa zastrzeżone
    • O nas
    • Regulamin
    • Regulamin sprzedaży
    • Prywatność
    • Kontakt
    Tawernaskpipperow.pl i Morze.org łączą się w jeden portal