Skip to content
  sobota 6 czerwca 2026
Ważne
3 czerwca, 2026Polak, Tongijczyk – dwa bratanki? I to jakie! 1 czerwca, 2026Mały wargatek i wielki Sun Tzu 28 maja, 2026Wybieracie się do Tajlandii? Uważajcie na… policję 28 maja, 2026Słowacja zyska dostęp do morza. Przez Gdańsk. 27 maja, 2026Poprowadzimy światłowód pod Biegunem Północnym – to najnowszy pomysł UE 25 maja, 2026YKP Gdynia wygrywa Nissan Grand Prix! 25 maja, 2026Pływająca megalomania, czyli pancerniki klasy Trump 21 maja, 2026Kierowca chciał przetestować „tryb brodzenia” w Tesli Cybertruck. No i przetestował. 20 maja, 202685. rocznica zatopienia pancernika Bismarck 20 maja, 2026Autonomiczny okręt do zwalczania dronów – i nie tylko. Czy czekają nas wojny robotów?
Morze
  • Kup Morze
  • Klub Morza
  • Statki
  • Okręty
  • Podróże
  • Przyroda
  • Sport
  • Kontakt
0

Brak produktów w koszyku.

Morze
0

Brak produktów w koszyku.

Morze
Morze
0
Cart

Brak produktów w koszyku.

  Wieści z oceanów  Geronimo w Maroko
Wieści z oceanów

Geronimo w Maroko

Magda i Adam ŻuchelkowscyMagda i Adam Żuchelkowscy—14 października, 20100
FacebookX TwitterPinterestLinkedInTumblrRedditVKWhatsAppEmail

Michał, Paweł i Marcin dotarli do nas około południa. W związku z tym, że mieliśmy mało czasu, a chcieliśmy sporo zwiedzić, jeszcze tego samego dnia wypłynęliśmy w stronę Maroka. Słońce pięknie świeciło, był leciuteńki wiatr, warunki idealne do zjedzenia lasagne – „petardy”, jak to określili nasi nowi załoganci. Jednak prawdziwa „petarda” nastąpiła dopiero wtedy, gdy lasagne zaczęła się przewracać w żołądkach, szczególnie u osób, które wzięły sobie dokładkę. Paweł próbował wytrwać całą noc na górze (wewnątrz, w tym małym „pokoiku”, w nocy nie da się przecież spać), ale nie wytrzymał ostatecznej próby. W szelkach, zaspany i już trochę zmęczony (bo to przecież nie jego wachta) został po raz kolejny zmoczony przez jedną z wielu fal wpadających na pokład. „Tego już naprawdę dosyć!” – powiedział Paweł i oburzony zszedł pod pokład. Po 40 milach minęliśmy w nocy małe wysepki Alboran (od nich właśnie wzięło się określenie Morze Alborańskie), gdzie głębokość z 1400 m nagle spada do 100 m, 60 m i niżej. W związku z tym tworzą się tam nieco większe fale. Wiatr mieliśmy doskonały pomimo wpadającej czasem na pokład fali i niskiej jak na Morze Śródziemne temperatury w nocy. Geronimo dopłynął do portu nad ranem.

Melilla – pierwszy powiew Afryki

Maroko
  Nowoczesne kobiety arabskie

Melilla to hiszpańska kolonia na afrykańskim brzegu, która została założona jeszcze przez Fenicjan, a dopiero pod koniec XV w. zaczęła być częścią Hiszpanii. Zmęczeni po nocnych przebojach i chorobie morskiej (to wcale nie przez lasagne!) odświeżyliśmy się, zjedliśmy porządne śniadanie i po hiszpańsku udaliśmy się na sjestę. Dopiero po południu ruszyliśmy w miasto. Jak się okazało, tym razem przewodnik nie kłamał, informując, że „oprócz kilku szerokich ulic Melilla nie ma turystom nic do zaoferowania”. Jedyną atrakcją jest możliwość wypożyczenia auta, przekroczenie granicy i pojechanie do Maroka. Na to jednak było za późno. Wznieśliśmy więc wieczorny toast za „szczęśliwe ocalenie” i położyliśmy się spać – niektórzy z nas zasypiali z nadzieją na przystosowanie się błędnika do bujania.

Orientalne smaczki Al Hoceima

More stories

Anakonda-18

7 listopada, 2018

Delphia 46 cc – pięć gwiazdek pod żaglami

15 marca, 2012

Fryderyk Chopin stracił oba maszty i dryfuje

29 października, 2010

Z pokładu jachtu Delphia Trójka – Port Figueira da Foz, Portugalia

26 października, 2012

Nazajutrz w czasie żeglugi, a raczej rejsu motorowodnego, odwiedziły nas delfiny, i była to jedyna atrakcja całego dnia. Dobrze, że w załodze mieliśmy autopilota, który nie skarżył się, że musi cały czas sterować. Czas spędziliśmy na czytaniu książek, graniu w karty, szachy (ach co to były za emocje!) i na spaniu. W nocy wpłynęliśmy do Al Hoceima w Maroku. Co nas pozytywnie zaskoczyło, nikt nie obudził nas o 0600 czy 0700 w celu dokonania odprawy. Policja zjawiła się dopiero o 1000. Odprawa paszportowa trwała ok. 3 godzin. Wszyscy oczywiście bardzo się cieszyli, że do portu wpłynął jacht pod obcą banderą, ale formalności trzeba było dopełnić. Czterokrotne przepisywanie tego samego tekstu przez cztery różne osoby i stawianie tych samych pytań troszkę zaczęło nas denerwować. W końcu życzono nam miłego dnia, oddano paszporty i podziękowano za cierpliwość. Formalne niedogodności wynagrodziła Al

Maroko
 Plaża w Al Hoceima
Hoceima, która okazała się bardzo ciekawym miastem. Centrum znajduje się na sporej górze wiszącej około 180 m nad przepiękną zatoczką. Najwyższym punktem jest oczywiście meczet stojący nad stromą skarpą, na którą weszliśmy nie bez problemów. Tubylcy piorący swojerzeczy w czymś, co przypominało ścieki, zapewniali nas, że to dobra droga wiodąca do centrum miasta. Po dokładnym przyjrzeniu się skale stwierdziliśmy, że znajdują się w niej wykute otwory wyglądające jak wejścia do jaskiń, a przy jednym z nich była nawet wycieraczka. Największe wrażenie zrobił na nas targ, na którym można było kupić dosłownie wszystko. Uderzył nas widok ociekającej krwią kury leżącej obok wystawionych na pełne słońce ryb, na które czaił się wygłodniały kot… Dobrze, że mieliśmy zapas mięsa, bo nie zaryzykowalibyśmy kupna „świeżej” padliny. Za to owoce i warzywa były przepyszne i tanie. Al Hoceima to spory port wojskowy oraz rybacki, nie ma tu mariny, w związku z czym nie mieliśmy dostępu do wody pitnej ani prądu. O prysznicu także można było zapomnieć. Wszystko to rekompensuje plaża z czystą i ciepłą wodą w pobliżu portu oraz niesamowite miasto.

Cel – Marina Smir

Maroko
 Sprzedawca ryb… z kotem
Następnego dnia zaraz po dokonaniu po raz kolejny tych samych formalności granicznych, pożeglowaliśmy około 80 Mm do mariny Smir, także w Maroku. Po wyjściu z portu przywitała nas spora fala i brak wiatru. Płynęliśmy więc na silniku, lecz z godziny na godzinę przybywało wiatru, aż w końcu rozwiało się do 7°B. Na mocno zarefowanych żaglach przeciwstawialiśmy się zarówno falom, jak i podmuchom, które napierały z północnego zachodu – czyli po raz kolejny mieliśmy „pod górkę”. Niestety dryf był zbyt duży, halsowanie szło nam całkiem dobrze, jednak zbyt mało efektywnie. Po czterech godzinach wachty okazywało się, że w kierunku zrobiliśmy jedynie kilka mil… Humory jednak nam dopisywały, poza tym nikt już nie chorował. Pod wieczór w końcu dopłynęliśmy do kolejnego marokańskiego miasta-mariny, Smiru.

Swojsko i urokliwie – Chefchaouen

Po raz kolejny czekała nas odprawa, dzwoniono i pytano, czy faktycznie byliśmy w Al Hoceima, wypisywano te same kwitki. Biuro mariny było już niestety zamknięte, jednak skorzystaliśmy z pryszniców, mieliśmy dostęp do prądu i wody. Rano zdecydowaliśmy się pojechać na wycieczkę do typowego marokańskiego, XV-wiecznego miasteczka położonego wysoko w górach Rif – Chefchaouen. Jest ono znane z produkcji tkanin, ubrań z wełny oraz z wyrobu sera koziego i… kifu (pochodna marihuany). Dogadaliśmy się z taksówkarzem, który za 70 euro zabrał całą naszą piątkę na przejażdżkę swoim Mercedesem 240D z 1968 r. Samochód był dość nietypowy – licznik zatrzymał się na 856 000 km, a prędkościomierz wcale nie działał. Odczytaliśmy z mapy, że miejscowość, do

Maroko
 Czy to aby na pewno znak STOP?
której planowaliśmy dojechać, oddalona jest od portu o ok. 47 km. Taksówkarz nie mówił za dużo po angielsku ani hiszpańsku, ale zapewnił nas, że w pięć osób bez problemu zmieścimy się do jego wygodnego pojazdu. Po godzinie zaczęliśmy się niepokoić, gdyż ciągle jechaliśmy autostradą, a góry było widać jednynie z daleka. W końcu skręciliśmy w wąską drogę. Pojawiły się serpentyny, autko coraz bardziej warczało, skrzynia biegów nie chciała wskakiwać na pożądany bieg. Naszemu „drajwerowi” to nie przeszkadzało. Nadal się uśmiechał, podgłaśniał co jakiś czas muzykę i jechał z dużą prędkością, wyprzedzając co chwila inne auta. Po 2,5 godziny dotarliśmy do przeuroczego miasteczka. Zwiedzanie zajęło nam kilka godzin. Tubylcy żyją tu przede wszytkim z produkcji wełnianych ubrań – koszul, swetrów, wdzianek – robionych ręcznie lub za pomocą starych maszyn. Po obfitych zakupach udaliśmy się do restauracji na marokański „tangin”. Na początek zamówiliśmy typową herbatkę, czyli ulepek z miętą – ponoć najlepszy specyfik na upały. Jednak dla naszej załogi okazał się nie do przełknięcia. Danie główne składało się z warzyw i mięsa pomieszanych w wodzie z solą i podanych na ciepło. Zdaje się, że trafiliśmy na kiepską restaurację. Szybko za wszystko zapłaciliśmy (za danie 35 dirhamów, czyli około 3,5 euro) i poszliśmy szukać naszej wygodnej limuzyny. Taksówkarz czekał na nas w umówionym miejscu. Po trzech godzinach ekscytującej drogi i zakładów o to, kiedy skrzynia biegów całkiem wyskoczy, wróciliśmy na jacht.

Ceuta – specyficzna gościna

Przygotowaliśmy wszystko do wypłynięcia i pożeglowaliśmy niecałe 20 Mm do Ceuty. W związku z tym, że mieliśmy lekki wiatr z baksztagu, do portu hiszpańskiego dotarliśmy po niecałych trzech godzinach. W marinie w Ceucie staje się w tzw. y-bomach – na szpringach dziobowym, rufowym oraz dwóch cumach rufowych. Marinero, jak to w Hiszpanii, są bardzo pomocni, czasem aż zanadto, co wiąże się z faktem, iż mają zazwyczaj odmienną koncepcję ustawienia jachtu od naszej. I w dodatku starają się ją zrealizować! Wygląda to mniej więcej tak, że wszyscy ciągną za liny, z tym że każdy w inną stronę. Nasza załoga perfekcyjnie mówiąca po hiszpańsku zaczęła wypytywać Hiszpana o to, co warto odwiedzić – wdaliśmy się w dość długą dyskusję, dzięki czemu udało nam się ustawić jacht tak, jak nam się podobało. Marinero tylko się uśmiechnął, machnął ręką i odszedł. Ekipa udała się na balangę, która trwała do białego rana.

Maroko
Północne wybrzeże Maroka / rys. J. Buczek
Finiszujemy…

Jajecznica na boczku na śniadanko wszystkim dobrze zrobiła, zatankowaliśmy wodę, umyliśmy jacht i popłynęliśmy przez Cieśninę Gibraltarską do Sotogrande. Wiatr wiał z dobrego kierunku, statki nam ustępowały drogi, Marcin upierał się, że widział delfiny, choć nikt inny tego nie potwierdził. Było wesoło. Po kilku godzinach byliśmy już w marinie Sotogrande, gdzie czekały na nas kobiety i dzieci naszych dzielnych żeglarzy. Wspólny grill zakończył się późno w nocy, co nie przeszkadzało nam wypłynąć wcześnie rano następnego dnia do Jose Banus. To bogaty port, w którym trzeba zostawić sporo kaucji za klucze do toalet, pryszniców oraz wtyczkę do prądu. Niestety nie spotkaliśmy żadnej sławnej osoby, choć turystów było sporo. Ostatniego dnia popłynęliśmy do Fuengiroli. Po 10 dniach nasi trzej weseli załoganci opuścili pokład jachtu i nagle zrobiło się tak jakoś smutno. No cóż, wszystko co dobre, kiedyś się kończy…

Źródło: www.jachting.pl
Jachting

W bieżącym numerze Jachtingu: 8. Madagaskar, 26. Geronimo na Balerach, 34. Kolory Arktyki i inuickie wzory, 42. Przegląd portów Morza Północnego, 50. W głębinach Morza Czerwonego, 58. Miranda, Lil i Magik-Samostery, 72. Laminowanie dachu kabiny cz.2, 80. Maxus 28, 88. Wspomnienia z Malty – Emocean Marine Charm 27

FacebookX TwitterPinterestLinkedInTumblrRedditVKWhatsAppEmail
Gutek testuje jacht przed wielkim wyścigiem
Trzy kategorie żeglarzy
Related posts
  • Related posts
  • More from author
kasyno na statku
Wieści z oceanów

Nie chciał płacić, więc wyskoczył za burtę

25 września, 20250
MSC Virtuosa zabójstwo
Wieści z oceanów

Zabójstwo na wycieczkowcu z The Good Ship Murder

15 maja, 20250
Vader na Morzu Południowochińskim
Wieści z oceanów

Darth Vader na Morzu Południowochińskim

23 stycznia, 20250
Load more
Read also
Polak, Tongijczyk - dwa bratanki, fot. Pexels
Żeglarstwo, podróże, wyprawy

Polak, Tongijczyk – dwa bratanki? I to jakie!

3 czerwca, 20260
Wargatek sanitarnik
Nauka, odkrycia, przyroda

Mały wargatek i wielki Sun Tzu

1 czerwca, 20260
W Tajlandii uważajcie na policje. Fot. Pexels
Żeglarstwo, podróże, wyprawy

Wybieracie się do Tajlandii? Uważajcie na… policję

28 maja, 20260
Słowacja zyska dostęp do morza przez Gdańsk. Fot. Pexels
Statki, porty, offshore

Słowacja zyska dostęp do morza. Przez Gdańsk.

28 maja, 20260
Powstanie światłowód por Biegunem Północnym
Statki, porty, offshore

Poprowadzimy światłowód pod Biegunem Północnym – to najnowszy pomysł UE

27 maja, 20260
YKP Gdynia wygrywa Nissan Grand Prix fot. Gwidon Libera
Sport

YKP Gdynia wygrywa Nissan Grand Prix!

25 maja, 20260
Load more
Najnowsze
  • Polak, Tongijczyk – dwa bratanki? I to jakie! 3 czerwca, 2026
  • Mały wargatek i wielki Sun Tzu 1 czerwca, 2026
  • Wybieracie się do Tajlandii? Uważajcie na… policję 28 maja, 2026
  • Słowacja zyska dostęp do morza. Przez Gdańsk. 28 maja, 2026
  • Poprowadzimy światłowód pod Biegunem Północnym – to najnowszy pomysł UE 27 maja, 2026
Losowe teksty

Pieczony Topinambur czyli tajna broń pirata

16 października, 2013

30 października 2019 wodowanie wielozadaniowego statku Planeta I, przeznaczonego dla Urzędu Morskiego w Szczecinie. Budowa jednostki była współfinansowana przez Unię Europejską w ramach Funduszu Spójności. Projekt statku opracowało biuro Remontowa Marine

13 stycznia, 2025
Agata Barwińska z kwalifikacją olimpijską dla Polski

Agata Barwińska z kwalifikacją olimpijską dla Polski

21 sierpnia, 2023

Stary Chińczyk, jeszcze starsza księga i morze

18 czerwca, 2018

Puchar Świata powraca do Szczecina!

29 kwietnia, 2022

Puchar Bałtyku Południowego – uroczyste zakończenie III edycji i dekoracja zwycięzców

15 października, 2015

ORP Kontradmirał Xawery Czernicki rozpoczął służbę w NATO

9 stycznia, 2017

Amsterdam ogranicza ruch w dzielnicy czerwonych latarni

28 marca, 2019

Jakie to miejsce? 10 [konkurs]

12 września, 2013

Erskine Childers „Zagadka piaszczystych ławic”

8 lutego, 2014
Tagi
Antarktyda Bałtyk bezpieczeństwo Chiny Chorwacja Ciekawostki czarter ekologia Gdańsk Gdynia Grecja inwestycja jacht katastrofa klimat konkurs marynarka wojenna morze nagroda NATO nauka ocean okręt port regaty rejs Rosja ryba Selma Expeditions statek stocznia Szczecin słownik targi turystyka Ukraina USA wojna wrak wycieczkowiec wypadek wyprawa wyspa żaglowiec żeglarstwo

    # TRENDING

    regatyBałtykCiekawostkiekologiarejsjachtnaukaRosjasłownikwypadekstatekmarynarka wojennaUSAwyprawaczarterGdańskokrętmorzekonkurswojna
    © Copyright 2010-2026, Wszystkie prawa zastrzeżone
    • O nas
    • Regulamin
    • Regulamin sprzedaży
    • Prywatność
    • Kontakt
    Tawernaskpipperow.pl i Morze.org łączą się w jeden portal