Brak produktów w koszyku.
Wyprodukowanie przez Netflixa miniserialu katastroficznego, którego fabuła zbudowana jest wokół katastrofy z 14 stycznia 1993 r., obudziło powszechne zainteresowanie tematem. Reżyser zupełnie nieźle poradził sobie ze scenami akcji i zgrabnie przeprowadził przez okoliczności posiedzeń Izby Morskiej. Oczywiście można zauważyć pewne nieścisłości czy uproszczenia, ale pamiętajmy, że jest to produkcja fabularna, a nie dokumentalna. Ogółem efekt jest dobry i warto przeznaczyć kilka godzin na obejrzenie tego serialu. Katastrofa Heweliusza pochłonęła tak dużą liczbę ofiar, że nie ma chyba w Polsce w branży morskiej kogoś nieznającego osieroconej rodziny marynarskiej.Jak to zwykle bywa przy takich okazjach, pojawiło się mnóstwo opinii, osądów, interpretacji czy przypuszczeń, z których część buduje narrację niesamowitych teorii spiskowych. Nie jest to nic zaskakującego, bo każde zdarzenie, w którym ginie kilkadziesiąt osób w okolicznościach nieoczywistych dla statystycznego zjadacza chleba, nasuwa takie pomysły. Natomiast absolutnie niebezpiecznym jest, kiedy losowi twórcy internetowi w podcaście kwestionują wyposażenie tratw ratunkowych, przy okazji pokazując, że nie tylko nie czytali LSA (zrozumiałe), ale nie słyszeli nawet o SOLAS czy COLREG. To jest niebezpieczne, bo trzeba pamiętać o sile przekazu nowoczesnych mediów. Opinie takie, powielane przez ludzi chcących zaistnieć medialnie na fali „mody na Heweliusza”, podważają przyjęte procedury i rozwiązania. W minionym tygodniu widziałem nagranie, na którym […]

