Brak produktów w koszyku.
Większość z nas lubi Islandczyków. Wygląda na to, że z wzajemnością – w końcu Polacy to najliczniejsza mniejszość narodowa na wyspie. Istnieje jednak taki aspekt, który sprawia, że tracimy od nich sympatię. Podczas gdy cywilizowany świat od dawna chroni ssaki morskie, ustanawia dla nich sanktuaria i próbuje ratować każdego zabłąkanego wieloryba, Islandia nadal na nie poluje. Na dodatek używa swojej straży przybrzeżnej i policji, by atakować ludzi przeciwnych temu barbarzyństwu.
Jak powstrzymać zabijanie wielorybów?
Przede wszystkim trzeba nadać sprawie rozgłos – i w tym punkcie akurat Islandczycy sami strzelili sobie w kolano. 31 lipca tego roku islandzka straż przybrzeżna i oddział sił specjalnych policji przeprowadziły wspólną akcję. Zatrzymały 65-metrowy jacht motorowy Bandero należący do Fundacji Kapitana Paula Watsona. Funkcjonariusze weszli na pokład łodzi i aresztowali jej kapitana. Powodem tego abordażu był fakt, że jednostka zignorowała polecenia straży. Funkcjonariusze nakazali załodze zaprzestanie pościgu za islandzkim statkiem wielorybniczym prowadzącym polowanie.
Ekolodzy wiedzieli, że nie zdołają powstrzymać wielorybników, ale liczyli na to, że uda się ich spowolnić. I poniekąd odnieśli sukces. Obecność Bandero na islandzkich wodach była częścią kampanii „Operacja 86”. Miała ona upamiętnić incydent z 1986 roku, gdy obrońcy zwierząt z Sea Shepherd wdarli się do stacji wielorybniczej na Islandii i zniszczyli komputery młotami kowalskimi.
Czy cel uświęca środki?
Włamanie i niszczenie cudzego mienia to jawne łamanie prawa. Nawet jeśli jest ono motywowane szlachetnymi pobudkami, trudno uznać je za coś chwalebnego. Incydent zakończony aresztowaniem kapitana Bandero również nie był do końca zgodny z przepisami, mimo iż tym razem nie ucierpiał sprzęt elektroniczny.
Islandczycy podkreślają, że jacht Bandero wpłynął na islandzkie wody z wyłączonym AIS. Załoga podała, że jej system nie działa, w związku z czym straż przybrzeżna nakazała meldowanie się co godzinę. Nie ma informacji, czy ten warunek został spełniony. Pewne jest za to, że ekolodzy zignorowali kolejne dwa, czyli nakaz opuszczenia wód islandzkich oraz odsunięcia się od statku wielorybniczego.
Kapitan trafił do aresztu, a jacht do Reykiaviku, gdzie – jak donoszą miłośnicy wielorybów – został zacumowany w sąsiedztwie dwóch japońskich okrętów wojennych. Nie jest to zapewne przypadek – Japończycy również polują na wieloryby i mają na pieńku z obrońcami przyrody.

