Brak produktów w koszyku.
1 września 1939 roku Niemcy napadli na Polskę. W momencie ataku w skarbcach Banku Polskiego znajdowało się około 80 ton złota. Oczywiście III Rzesza bardzo chciała je ukraść, dlatego skarb trzeba było ratować. Pomogła w tym polska mistrzyni olimpijska, Turcy oraz niewielki statek towarowy.
Polskie złoto przed wojną
Jesienią 1939 roku Polska miała więcej złota niż Niemcy – ale oni mieli więcej czołgów. Gdyby udało im się ukraść kruszec zgromadzony w naszych skarbcach, zyskaliby potężny zastrzyk finansowy na prowadzenie wojny. Aby uświadomić sobie skalę problemu, warto przyjrzeć się konkretom.
W 1939 roku złoto było na stałe powiązane z dolarem amerykańskim. 1 uncja trojańska złota (ok. 31,1 g) była warta dokładnie ówczesnych 35 dolarów – tak ustalił rząd USA jeszcze w 1934 roku.
W polskich skarbcach zgromadzonych było około 80 ton złota (chociaż niektóre przekazy podają, że 75 lub 77), czyli w przybliżeniu 2,57 mln uncji (jedna tona to ok. 32 150 uncji). 2,57 mln × 35 USD daje jakieś 90 mln ówczesnych dolarów. Dzisiaj, po uwzględnieniu inflacji, byłoby to kilka miliardów USD.
Brawurowa akcja ratowania złota przed Niemcami
Jedną z najważniejszych postaci tamtych czasów była Halina Konopacka – zdobywczyni pierwszego medalu olimpijskiego dla Polski (za rzut dyskiem w 1928 r.), a prywatnie żona pułkownika Ignacego Matuszewskiego, byłego ministra skarbu i asa wywiadu, któremu rząd RP zlecił zorganizowanie ewakuacji złota.
Nie było to łatwe, tym bardziej że kruszec wcale nie znajdował się w jednym miejscu: większość przechowywano w skarbcu głównym Banku Polskiego przy ul. Bielańskiej w Warszawie, a pozostałe, mniejsze części skarbu w Siedlcach, Brześciu nad Bugiem, Zamościu i Lublinie.
Złoto postanowiono przewieźć na wschód tym, co było dostępne – a nie były to opancerzone ciężarówki, ale stare autobusy. Jednym z pojazdów kierowała osobiście Halina Konopacka. Konwój jechał nocami, za dnia kryjąc się w lasach. Tak skarb dotarł do Śniatynia, gdzie przeładowano go na wagony kolejowe, które dowiozły go do Rumunii. 15 września 1208 skrzyń wyładowanych złotem dotarło do rumuńskiego portu Konstanca.
Ewakuacja złota statkiem
Skarb przeładowano na niewielki tankowiec „Eocene”. W międzyczasie Niemcy zorientowali się, że polskie złoto wymyka im się z rąk, dlatego próbowali interweniować. Najbardziej naciskał tu niemiecki poseł Bukareszcie Wilhelm Fabricius, który chciał wymusić na władzach neutralnej wówczas Rumunii zatrzymanie skarbu.
Nic nie wskórał – ale lokalni urzędnicy i tak czynili wstręty, twierdząc, że statek nie może wypłynąć, bo nie dopełnił wszystkich formalności. Ostatecznie Eocene opuścił port bez zgody władz portu, obierając kierunek na cieśniny tureckie.
Bez przeszkód dotarł do Stambułu, ale nikt nie wiedział, jakie będzie stanowisko władz Turcji, dlatego kapitan stanął na redzie i czekał. W międzyczasie nadszedł 17 września – i Polskę zaatakowali Rosjanie.
Mimo napiętej sytuacji międzynarodowej Turcy odnieśli się do Polaków niezwykle serdecznie. Nie pozwolili Niemcom przejąć złota, wsparli ich przeciwko ZSRR, a nawet zaoferowali możliwość zdeponowania skarbu w Stambule. Tak się jednak nie stało – kruszec przetransportowano do Bejrutu, a potem do Francji, gdzie został oddany do dyspozycji polskiego rządu. Eocene pływał w alianckich konwojach aż do 1942 roku, gdy został storpedowany i zatopiony przez niemiecki okręt podwodny U-431.


