Brak produktów w koszyku.
Od razu wyjaśniamy: nie chodzi o hantawirusa, nie ma mowy o epidemii ani zamykaniu lasów. Nie zmienia to jednak faktu, że 1700 osób przebywających na francuskim wycieczkowcu zostało na wszelki wypadek odizolowanych od reszty świata.
O co chodzi z francuskim wycieczkowcem?
Statek wycieczkowy należący do linii Ambassador Cruise Line był w drodze z Szetlandów i zmierzał do Hiszpanii. Po drodze zawinął do Belfastu i Liverpoolu, a w momencie, gdy doszło do zbiorowego zachorowania, znajdował się w okolicy Brestu.
Na pokładzie przebywa 1230 pasażerów (głównie Irlandczyków i Brytyjczyków) oraz 514 członków załogi. Z tej grupy 50 osób miało objawy choroby, a jedna zmarła (nie wiadomo, czy śmierć miała cokolwiek wspólnego z chorobą – podano jedynie, że chodzi o osobę mającą 92 lata).
Na razie nie udało się ustalić, co było przyczyną masowego zachorowania – ale z uwagi na obecną sytuację pierwszym podejrzanym był oczywiście hantawirus. Francuskie służby medyczne wykluczyły jednak taką ewentualność. Wiadomo też, że nie chodzi o norowirusa, wywołującego objawy żołądkowo-jelitowe.
Czy to na pewno wirus?
W przypadku zbiorowego zachorowania na statku zwykle przyczyną jest albo wirus albo zatrucie. Osoby, u których pojawiły się dolegliwości, zmagają się z bólem brzucha, znacznym osłabieniem, biegunką i wymiotami. To objawy typowe dla grypy żołądkowej, ale też dla zatrucia pokarmowego. Być może więc źródło kłopotów znajduje się w jednej z pokładowych restauracji. Jest to o tyle prawdopodobne, że prawie wszystkie osoby z objawami to pasażerowie statku – zachorował tylko jeden załogant.
Na wszelki wypadek pasażerom i załodze statku zakazano jednak schodzić na ląd. Francuskie władze wysłały też ekipę medyczną z uniwersyteckiego szpitala w Bordeaux celem pobrania próbek.


