Brak produktów w koszyku.
Globalna wymiana handlowa sprawia, że nie tylko kontenery łatwo migrują pomiędzy kontynentami. Coraz częściej zdarza się, że pomiędzy nimi zapląta się jakieś zwierzątko. Na przykład gąsienica. Ale kto by się tam przejmował dzieckiem motylka…
Z ziemi indyjskiej na Komory
Jednym z ciekawszych przykładów pasażera na gapę jest motyl Olepa schleini opisany po raz pierwszy w 2005 roku w Izraelu. Niedawno kilku przedstawicieli tego gatunku trafiło na statek najprawdopodobniej w Indiach. Następnie owady, przez nikogo nie niepokojone, spokojnie przepłynęły aż na Komory. To jakieś 5 tys. km w linii prostej – i kilka tygodni żeglugi.
Na ich potomków trafił potem biolog współpracujący z polskimi naukowcami z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN. Obecność gąsienic tego indyjskiego gatunku na archipelagu położonym w okolicy Madagaskaru była dla niego niemałym zaskoczeniem. Mimo to nie było wątpliwości – miał do czynienia z Olepa schleini. Zbadał więc rzecz dokładniej, a wyniki swoich analiz opublikował na łamach czasopisma „Annales Zoologici”.
Jak dług owad przetrwa na statku?
Odpowiedź na to pytanie zależy od kilku czynników – a jednym z najważniejszych jest dostępność pokarmu. Zwierzę żywiące się nektarem kwiatów czy świeżymi prawdopodobnie po prostu umrze z głodu. Dlaczego zatem gąsienice naszego motylka przetrwały?
Kluczem do jej sukcesu na polu nielegalnej migracji był moment, w którym trafiły na statek. Warto pamiętać, że natura jest w tym względzie niesprawiedliwa i daje motylom niesłychane fory. Takie zwierzę jako dziecko (czyli gąsienica) głównie je. Kiedy się odpowiednio utuczy, zamienia się w poczwarkę – czyli „wchodzi do śpiworka” na 2-3 tygodnie. Wtedy nie musi już nic jeść ani pić – potrzebuje tylko spokoju. Gdy wyjdzie z kokona, jest już pięknym, szczupłym motylem. Osobniki Olepa schleini najprawdopodobniej przetrwały podróż właśnie w takiej formie.
Komu przeszkadza mały motylek?
Z Komorów jest niedaleko już do Afryki. Skoro gąsienice Olepa schleini przeprawiły się przez ocean, można się spodziewać, że skolonizowanie kolejnego kontynentu nie będzie dla nich problemem. Ale dla ludzi już tak.
Ten konkretny gatunek gustuje w rączniku pospolitym, czyli w rycynusie. Jest to roślina, z której nasion pozyskuje się cenny olej wykorzystywany m. in. w kosmetyce. Plantacje rycynusa to ważna gałąź gospodarki w wielu azjatyckich i afrykańskich krajach – z tą jednak różnicą, że w Azji Olepa schleini ma naturalnych wrogów, a w Afryce już nie. Jeśli trafi do tego rycynusowego eldorado, nie będzie na niego mocnych.

