W Ustce przez dwa tygodnie testowano innowacyjne systemy akustycznej detekcji dronów. Wojna na Ukrainie pokazała, jak wielką przewagę daje wykorzystanie bezzałogowców. Jeśli systemy wczesnej detekcji się sprawdzą, będą stanowić jeden z najważniejszych elementów Tarczy Wschód.
Rewolucja dronowa
Próby detektorów akustycznych przeprowadzano na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce. Celem testów było sprawdzenie innowacyjnych rozwiązań technicznych służących do wykrywania dronów, jak i do zakłócania ich sygnałów.
Wiceszef MON, Cezary Tomczyk, powiedział: „Rewolucja dronowa dzieje się na naszych oczach. My nie możemy być obok tej wielkiej lekcji, która płynie do nas z Ukrainy. Jesteśmy w trakcie absolutnej rewolucji dronowej w Wojsku Polskim”. Jest już bardzo późno na tego typu inwestycje. Mimo to należy docenić fakt, że piekło zamarzło i stawiamy na drony. Zamiast polegać na mitycznym artykule 5, zaczynamy wreszcie opierać się na własnych zdolnościach.
Inwestycja w nowoczesność
Kiedy sto lat temu samoloty zyskiwały coraz większą popularność, byli ludzie, którzy zdecydowanie odrzucali ich możliwości bojowe. Widzieli w nich po prostu fikuśne zabawki dla znudzonej, bogatej młodzieży. Rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała ten pogląd.
Podobnie rzecz wygląda z dronami. Jeszcze do niedawna niektórzy decydenci (ponoć nawet wysoko postawieni polscy wojskowi) widzieli w nich jedynie prezent na I Komunię. Teraz jednak nastroje uległy zmianie – i widać to nie tylko po deklaracjach oficjeli, ale przede wszystkim po wydatkach. W 2023 na drony i systemy antydronowe wydaliśmy 100 mln zł, a w 2026 przeznaczono na ten cel 25 mld zł. Część tej kwoty ma pochodzić z programu SAFE.
Kolejną zmianą na lepsze jest postawienie na rodzime firmy. Jak powiedział wiceminister Tomczyk, należy dać im szansę. Jak stwierdził: „Łatwo jest kupić za granicą. Wystarczy mieć worek pieniędzy. Są technologie w Stanach Zjednoczonych, w Korei, które można kupić z półki, ale to nigdy nie będzie do końca to, czego potrzebuje Wojsko Polskie”.


