Czy tankowiec ma prawo się zepsuć? Jak najbardziej. A to, że awaria przydarzyła się akurat statkowi floty cieni i że doszło do niej nad światłowodem prowadzącym do stacji radarowej Globus, to pewnie tylko przypadek. Norwegowie najwyraźniej za bardzo się przejmują.
Niespodziewana awaria
Jak podaje Dowództwo Operacyjne Norweskich Sił Zbrojnych, tankowiec Apple przez wiele godzin manewrował bezpośrednio nad kablem światłowodowym stacji Globus w Arktyce.
Norwescy wojskowi podnieśli alarm – ich zdaniem statek wykonywał mapowanie dna i prowadził działania rozpoznawcze w rejonie infrastruktury krytycznej. W sprawie wypowiedziała się również rosyjska ambasada w Oslo – jej przedstawiciele napisali w mediach społecznościowych, że na tankowcu doszło do nagłej awarii napędu głównego.
Norweski niedowiarek
Awaria miała prawo się zdarzyć. Co więcej – zgodnie z tym, co piszą Rosjanie, dotyczyła napędu głównego. Na tankowcu przez cały czas funkcjonowały jednak pędniki boczne, co potwierdza analiza termowizyjna. Były aktywne przez wiele godzin, a dzięki ich pracy statek utrzymywał pozycję bezpośrednio nad światłowodem.
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego, płk Vegard Finberg, powiedział wprost: Nie wygląda to na przypadkową awarię techniczną, lecz na celową i skoordynowaną działalność mającą na celu mapowanie infrastruktury krytycznej w rzeczywistych warunkach. Wykorzystywanie procedur awaryjnych jako przykrywki dla działalności wywiadowczej stanowi poważne wyzwanie dla bezpieczeństwa żeglugi na naszych północnych obszarach morskich.


