Brak produktów w koszyku.
Brzmi jak plan. Trochę szalony, ale jednak plan; w dodatku pewna para nauczycieli z Tenesee postanowiła wcielić go w życie. Małżeństwo rzuciło pracę na etacie, sprzedało wszystko, co miało i zaczęło podróżować po świecie statkami wycieczkowymi. Jak to możliwe – i czego potrzebowali, by wybrać taki styl życia?
Warto słuchać mamy
Wielu ludzi marzy o dalekich podróżach, ale… Otóż to. Zawsze pojawia się jakieś „ale”: praca, kredyt, zobowiązania itp. Wszystko to sprawia, że zwykle przekładamy realizację tych planów na czas, aż będziemy na emeryturze. Monica Brzoska i Jorell Conley postanowili zająć się tym już teraz. Oboje są po trzydziestce i oboje kochają podróże statkiem (nawiasem mówiąc, przed radykalną zmianą stylu życia odbyli wspólnie kilka rejsów).
Decyzję o radykalnej zmianie stylu życia przyspieszyła choroba ojca Moniki. Mężczyzna potrzebował przeszczepu wątroby i był jawnym dowodem na to, że życie na emeryturze może zgotować przykre niespodzianki. Matka kobiety powiedziała jej wówczas: „Nie czekaj na emeryturę. Realizuj marzenia już teraz”.
Pogodna jesień?
Jak wyglądałoby życie tej pary, gdyby NIE zdecydowali się na opuszczenie utartych kolein? Prawdopodobnie obydwoje pracowaliby do emerytury. Monica ma obecnie 32 lata, Jorel – 36; system emerytalny w USA działa trochę inaczej niż u nas, ale – nie wchodząc w szczegóły – oboje osiągnęliby prawo do pełnych świadczeń w wieku 62-67 lat.
Wtedy pewnie przenieśliby się do niewielkiego domku na przedmieściach, a rejsy odbywaliby raz w roku lub rzadziej. Zarówno domek, jak i coroczna podróż, miałyby swoją cenę – jak policzyli, byłby to koszt porównywalny ze stylem życia, jaki prowadzą obecnie. A skoro o kosztach mowa…
Ile to kosztuje?
Moinca i Jorell wcale nie poszli na żywioł – wszystko dokładnie wyliczyli. Ich zasobem był trzypokojowy dom w Memphis (jeśli go wynajmą, zarobią 1200-1900 dolarów miesięcznie) oraz fakt, że odbyli już wiele rejsów – mogli więc liczyć na zniżki od przewoźników, a poza tym wiedzieli, gdzie szukać dobrych ofert i z czego warto zrezygnować.
Wyszło im, że polując na promocje i wybierając najtańsze opcje na wycieczkowcu, np. kabinę bez okna (co ma sens, bo służy ona głównie do spania), płacą za miesięczny pobyt na statku za 1250 dolarów. Za tę kwotę zyskują podróż, kabinę i całodzienne wyżywienie – pozostaje mieć tylko kieszonkowe plus trochę zaskórniaków na nieprzewidziane wydatki. Nie muszą zmieniać pościeli, myć naczyń, kosić trawnika itp. Mogą za ot zwiedzać świat – do tej pory odbyli już ponad 120 rejsów, odwiedzając 45 krajów.
Czy taki styl życia jest dostępny dla każdego z nas? Trzeba to dobrze policzyć, oszacować możliwości, porównać oferty. Z pewnością najtrudniejszym krokiem jest… pozwolenie sobie na opuszczenie utartych torów; i to zanim ktoś będzie potrzebować przeszczepu.


