Brak produktów w koszyku.
W Bałtyku żyją głównie chełbie modre, czyli meduzy z „koniczynką” na środku – mało przyjemne w dotyku, ale zupełnie niegroźne. Istnieją jednak takie morza, gdzie meduzy potrafią boleśnie poparzyć, a niekiedy nawet zabić. Problem polega na tym, że nie widać ich w wodzie, więc jedyny sposób, by uniknąć poparzenia, to zostać na plaży. Ok, już niejedyny: uczeni znaleźli alternatywną metodę wykorzystującą pole magnetyczne. Jak to niby ma działać?
Dlaczego niektóre meduzy są groźne?
Jak już wiemy – głównie dlatego, że dobrze się maskują. W gruncie rzeczy wcale nie chcą robić ludziom krzywdy; do poparzeń dochodzi zupełnym przypadkiem. Najgroźniejsze są tzw. kostkomeduzy (Cubozoa) i niektóre rurkopławy. Niektóre z nich potrafią być naprawdę mordercze – a oto konkrety:
- Chironex fleckeri, czyli australijska osa morska. Jej nazwa nie oddaje ona grozy, jaką powinno budzić w nas to zwierzę. Osa to przecież owad niezwykle łagodny i w gruncie rzeczy nieszkodliwy. Natomiast ta meduza ma w parzydełkach dość jadu, by zabić 60 dorosłych osób. Przy odpowiednio mocnym poparzeniu zabija w 2 minuty, powodując paraliż układu nerwowego i zatrzymanie akcji serca. W lżejszych przypadkach wywołuje martwicę skóry i brzydkie blizny. Trudno jej uniknąć, bo chociaż sama jest niewielka (ok. 30 cm), parzydełka ma trzymetrowe.
- Żeglarz portugalski (Physalia physalis) – to nie jest jedno zwierzę, ale cała kolonia rurkopławów. Wygląda jak pęcherz czy nadmuchany worek unoszący się na wodzie – czyli w zasadzie go widać… ale tylko częściowo. Pod spodem pływają parzydełka mogące mieć nawet 30 metrów długości. Kontakt z nimi, chociaż rzadko bywa dla człowieka śmiertelny, wywołuje bardzo intensywny ból, gorączkę i zaburzenia oddychania.
Jak się chronić przed meduzą?
Można zostać na plaży, a dla pewności – pojechać w góry. A tak na serio: naukowcy z Universitat Politècnica de València i Uniwersytetu w Alicante opracowali właśnie system odstraszania tych zwierząt wykorzystujący pole magnetyczne.
Jak wyjaśnia projektant urządzenia, Jaime Lloret: „Meduzy poruszają się pulsacyjnie, kurcząc dzwon, aby wytworzyć przepływ wody, który pozwala im się poruszać. Generując pola elektromagnetyczne, można zmniejszyć liczbę pulsacji u meduz, a nawet je sparaliżować, ograniczając w ten sposób ich zdolność do poruszania się i utrzymywania pozycji”.
Urządzenie ma postać boi z łańcuchem i obciążnikiem. Na łańcuchu w kilku miejscach przymocowane są emitery pola magnetycznego, a całość zasilana jest panelem słonecznym i energią fal. Rozmieszczenie takich boi wokół kąpieliska tworzy fizyczną barierę dla meduz, nie robiąc im jednocześnie krzywdy – kiedy woda przeniesie zwierzęta na większą odległość, odzyskują zdolność pływania.


