Brak produktów w koszyku.
Historia tego parowca stanowi odbicie dziejów Polski – i dlatego zajdziemy w niej wszystko: nadzieje XX-lecia międzywojennego, brawurową ucieczkę w czasie II wojny, a nawet ideologiczną zmianę nazwy. W ponurych czasach PRL-u poprawność polityczna dopadła bowiem nawet statki.
Francuz w Polsce
Wilno było jednym z pięciu „francuzów” – czyli parowców zbudowanych we francuskiej stoczni Chantiers Navals Français w Blainville-sur-Orne. Pozostałe to Kraków, Katowice, Toruń i Poznań. To właśnie te statki miały stać się początkiem polskiej floty handlowej.
Nie imponowały rozmiarami ani osiągami – i wcale nie taki był ich cel. To miały być typowe woły robocze przeznaczone do transportu surowców. W ten sposób można było zyskać materiały lub sprzedać węgiel, zyskując środki potrzebne do odbudowania gospodarki. W praktyce nie była to odbudowa – ale wręcz budowa od podstaw, bo ani Rosja, ani Prusy nie zostawiły po swojej okupacji nic imponującego. SS Wilno początkowo pływał głównie po Bałtyku i Morzu Północnym, wożąc węgiel do Szwecji i Wielkiej Brytanii.
Pierwszy polski statek w Gdyni
4 stycznia 1927 roku SS Wilno pod dowództwem kapitana Mamerta Stankiewicza (który, co ciekawe, sam zaproponował imię tego statku) wszedł do gdyńskiego portu, wciąż jeszcze będącego w budowie. Dzień później nastąpiło uroczyste poświęcenie i podniesienie bandery. To wydarzenie miało dla Polaków symboliczne znaczenie: nowy statek (zwodowany w 1926 roku), nowy port, nowy rozdział. Zalążek naszej marynarki handlowej.
Jak wspominał dyrektor Żeglugi Polskiej, Julian Rummel: „Gdy statek przycumował, zebrała się koło niego grupa ludzi, przeważnie robotników, i zaintonowała »Jeszcze Polska nie zginęła«. Niewiele rzeczy zrobiło na mnie takie głębokie wrażenie. Zdawało mi się, że ludzie czuli instynktownie, że z przyjściem tego skromnego statku rozpoczyna się nowa stronica z historii Polski”.
SS Wilno w czasach II wojny światowej
Na „nowa stronica” okazała się nader krótka. Na swoje szczęście w momencie napaści Niemiec na Polskę statek znajdował się poza krajem. Przez większość wojny pływał po Morzu Śródziemnym, a najbardziej znanym epizodem z tamtego okresu była jego ucieczka z portu Sfax (dziś Sfakis lub Safakis) w Tunezji. Tunezja była wówczas francuskim protektoratem, a władający Francją rząd Vichy ściśle współpracował z Niemcami. Mimo to załoga Wilna zdołała sprytnie wyprowadzić statek z portu i uniknąć przejęcia go przez Niemców. Później parowiec odbył wiele wojennych rejsów w alianckich konwojach, a w 1946 roku wrócił do Polski. Sęk w tym, że to już była inna Polska.
Sowiecka okupacja odcisnęła swoje piętno na każdej dziedzinie życia Polaków, nie oszczędzając nawet nazewnictwa statków handlowych. Decyzją władz komunistycznych Wilno zostało więc przemianowane na Wieluń. Należało kształtować świadomość społeczną, dlatego parowiec nie mógł nosić imienia miasta, które po wojnie znalazło się poza granicami Polski. Na dodatek takiego, o które wcześniej toczyliśmy z bolszewikami walki.


