Brak produktów w koszyku.
Jak informuje szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, bezzałogowca znaleziono w okolicy plaży w Rusinowie koło Jarosławca. Wstępne oględziny wskazują, że może to być dron rosyjski. Nie ma jednak co do tego stuprocentowej pewności, dlatego za wcześnie na wyciąganie jednoznacznych wniosków.
Co wiemy na pewno?
Dezinformacja i poczucie niepewności to podstawowe elementy wojny hybrydowej, dlatego w takich przypadkach warto skupić się na faktach. Minister Kosiniak-Kamysz przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych, że dron znajdował się w wodach w okolicy plaży w Rusinowie.
Żołnierze po przybyciu na miejsce zabezpieczyli teren i podjęli urządzenie z wody. Następnie bezzałogowiec trafił w ręce specjalistów, którzy ustalą, skąd może pochodzić. Minister nie podał szczegółów ani nie opublikował zdjęcia, dlatego nie wiadomo, czy dron był uzbrojony.
Co możemy podejrzewać?
Jak już wiemy, wstępne oględziny wskazują, że było to urządzenie rosyjskie typu Gerbera. Eksperci sugerują jednak, że nie musi to być dron bojowy. Jak mówią, zwykle bezzałogowce znajdowane na bałtyckich plażach to urządzenia ćwiczebne – nie stanowią więc zagrożenia dla osób postronnych.
Znacznie ciekawsza kwestia jest jednak lokalizacja znaleziska. Specjaliści, m. in. prof. Piotr Mickiewicz z Uniwersytetu Gdańskiego, podkreślają, że niedaleko znajduje się Centralny Poligon Sił Powietrznych w Wicku Morskim. Dron mógł więc służyć do testowania polskiego obrony przeciwlotniczej albo po prostu do obserwacji. Tę opinię podziela wiceszef MON Cezary Tomczyk, który powiedział, że Polska jest „celem numer jeden” rosyjskich działań hybrydowych i obserwacyjnych.

