Brak produktów w koszyku.
Największe wędrówki ludów wcale nie odbyły się lądem – tylko wodą. 3 tys. lat temu Polinezyjczycy dotarli do Tonga i Samoa, i najwyraźniej im się tam spodobało, bo nie włóczyli się już dalej (mimo doskonałych umiejętności nawigacyjnych). Aż nagle, po 1700 latach, masowo ruszyli na wschód. Dlaczego?
Po co ludzie wyruszają w nieznane?
Niektórzy prawdopodobnie z ciekawości – i można uznać ich za szczęściarzy. Nie zawsze jednak powodem migracji jest chęć zobaczenia, co też kryje się za horyzontem. Bywa, że ludzie zostają zmuszeni do opuszczenia swoich domów, chociaż wcale nie mają na to ochoty.
To właśnie konieczność, a nie ułańska fantazja, doprowadziła do migracji na Pacyfiku i błyskawicznego zasiedlenia ogromnych obszarów. Do takich wniosków doszli uczeni z Uniwersytetu w Southampton i Uniwersytetu Wschodniej Anglii. Jak mówią, impulsem do wyruszenia w nieznane miały być dla wyspiarzy zmiany klimatyczne.
Faktem jest, że ta teoria ma solidne podstawy. Najważniejszą z nich jest to, że migracja na Pacyfiku nastąpiła bardzo szybko. Jak już wiemy, ludy, które przez 1700 lat mieszkały spokojnie w jednym miejscu, nagle ruszyły na podbój świata. Zasiedlenie Hawajów, Tahiti, Wyspy Wielkanocnej oraz Nowej Zelandii nastąpiło w ciągu zaledwie 250 lat, między rokiem 900 a 1050.
Zmiany klimatyczne i ich uroki
Musiał istnieć ważny powód, który sprawił, że ludzie szukali nowych terenów. Uczeni postawili tezę, że tym powodem mogły być zmiany klimatu. Poszukując dowodów na jej poparcie, przebadali osady denne z bagien i jezior na pacyficznych wysepkach.
Analizy pobranych próbek wykazały, że tuż przed rokiem 900 archipelagi Tonga i Samoa zmagały się z długotrwałą suszą. Średnia roczna suma opadów zmniejszyła się wówczas o 28 procent. Suszę wywołały zmiany klimatu, które spowodowały wzrost temperatury wody przy powierzchni oceanu. Przez to pas opadów, który tradycyjnie zasilał Tonga i Samoa, przesunął się na wschód.
W takich warunkach drastycznie spadła wydajność rolnictwa. Było mało jedzenia, mało wody i dużo ludzi stłoczonych na niewielkim obszarze. Tonga i Samoa przestały być rajskimi miejscami do życia – i rozpoczęła się wielka migracja na Pacyfiku. Na dodatek w tamtym okresie dokonano szeregu modyfikacji w polinezyjskich kanu. Poprawione kadłuby i ożaglowanie sprawiły, że łodzie lepiej sobie radziły w żegludze pod wiatr. Wyspiarze mieli więc kiepskie warunki w domu i lepsze niż kiedykolwiek możliwości w zakresie żeglugi. To mogło się skończyć tylko w jeden sposób: największą morską migracją w historii ludzkości.

