Przypominam sprawę sprzedaży kawałka rzeki Wdy, bo ktoś chciał mieć rzekę płynącą przez podwórko! Kajakarze musieli przenosić kajaki 700 m. Już przepływają, ale rzeka nie odkupiona, a płot ma się dobrze. Dzieje się tak pomimo faktu, że notariusz nie ma prawa sporządzić umowy na sprzedaż działki pokrytej wodą!
Ale życie potrafi być ciekawsze i oto co nowego na Wdzydzach!
Pomorski Urząd Marszałkowski podjął (i chwała mu za to) inicjatywę pod tytułem "Kajakiem przez Pomorze" obejmującym 1500 km szlaków. Zapewnia dofinansowanie z UE. Do Programu przyjęte zostają tematy zgłoszone na Kartach przez samorządy, a następnie zarekomendowane do realizacji.
Gmina Kościerzyna postanowiła załapać się do Programu, ale zamiast zgłosić chęć inwestowania w lokalizację leżącą na szlaku kajakowym rz. Wdy, gdzie brak infrastruktury powoduje pewne szkody na j. Wdzydze, to zgłasza nowy szlak j. Jelenie – j. Gołuń i proponuje na nim wybudowanie przystani kajakowej kosztem ćwierć miliona złotych.
Na marginesie, to żaden szlak, przepływa od czasu do czasu jakiś wczasowicz lub turysta, ale o tym potem, i ma kilka km.
Gmina wystawia Kartę projektu, gdzie oświadcza, że w centrum wsi ma niezagospodarowaną działkę i bardzo pragnie ją zagospodarować. Na uzbrojenie, ogrodzenie, betonowy pomost pływający chce wydać wspomnianą wyżej kwotę pieniędzy, licząc oczywiście na dotację.
Pomorski UM po takim akcie dobrej woli projekt rekomenduje, bo i czemu nie! Gdzie tu więc problem?
Problem w tym, że działki te są od 13 lat zagospodarowane na podstawie umowy o dzierżawę i bardzo dobrze prosperuje tam ostatnia firma czarterująca jachty na Wdzydzach. Aby było ciekawej, realizuje wszystkie zadania, jakie Gmina wytyczyła przed inwestycją, a więc ma na regałach kajaki, które są wypożyczanie kilka razy w sezonie, ale są.

Przyjmuje nielicznych kajakarzy i pozwala rozbić namiot w razie potrzeby. Jest prąd, wodą, prysznic i umywalka oraz WC. Jest legalny pomost pływający do celów manewrowych. Bosman jest 24 godz/dobę na miejscu. Dość wysokie koszty eksploatacyjne ponosi oczywiście dzierżawca i odprowadza podatki.
Czy ktoś potrafi wyjaśnić, dlaczego to coś chce się zniszczyć i za ćwierć miliona postawić coś gorszego i niczemu nie służącego, bo nadzieje na kajakowy ruch są bezpodstawne? No i kto będzie ponosił koszty eksploatacyjne? Problem składania fałszywych oświadczeń zostawiam prawnikom.
Takie to "nowości", arcyciekawe zresztą mam z Wdzydz. Ale żegluje się cudownie i jak zwykle zapraszam, choć niedługo już z własnym jachtem.
Batiar


