Brak produktów w koszyku.
Wprowadzony niedawno system kaucyjny miał zachęcić Polaków do oddawania pustych butelek i puszek. Jednych i drugich na jachcie nie brakuje – gorzej z miejscem do ich przechowywania, zwłaszcza na ciasnej, mazurskiej jednostce. Jak radzą sobie z tym problemem polscy żeglarze?
Na czym polega problem?
Na temat zalet i wad systemu kaucyjnego napisano już wiele. Każdy ma tu swoje zdanie, nie nam z nim polemizować. Możemy za to odnieść się do skuteczności tego rozwiązania. System działa od października 2025 roku i… na razie szału nie ma. W Polsce poziom zwrotów wynosi 28% opakowań, a przykładowo w Niemczech (Pfandsystem) – 98%.
Być może powodem tak dużych różnic jest to, że nasi zachodni sąsiedzi mają automaty przyjmujące zwroty prawie w każdym sklepie spożywczym. Nie wspominając o fakcie, że Niemiec dostanie za zwrócenie butelki PET 0,25 euro, a Polak – 0,12 euro. Oczywiście największym beneficjentem powinien być nie tyle „zbieracz”, ile środowisko. Czy tak się stanie – zobaczymy.
Faktem jest jednak, że w realiach mazurskiego rejsu gromadzenie pustych, niezgniecionych opakowań może stanowić spore wyzwanie. Oczywiście można argumentować, że skoro na jachcie było dość miejsca, by schować pełną butelkę, to powinna się zmieścić również pusta; zajmuje przecież tyle samo przestrzeni. Rzecz w tym, iż opróżnione butelki czy puszki są mniej stabilne i bardzo lekkie. Trudno ustawić je tak, by się nie rozsypały po całym kambuzie, ani nie pogniotły.
Co zrobić z pustymi butelkami na jachcie?
Pływając po Mazurach, nie zawsze zawijamy do portów, zaś stając na noc w szczypiorku, nie możemy liczyć na to, że znajdziemy w okolicy butelkomat. A rejs w towarzystwie góry śmieci nie jest już taki fajny. Jak rozwiązać ten pat?
Żeglarze radzą sobie z systemem kaucyjnym na różne sposoby. Oto najciekawsze z nich:
- Grunt to bunt. Niektórzy po prostu ignorują istnienie systemu kaucyjnego, zgniatając puste opakowania po napojach i wyrzucając do śmieci z tworzyw sztucznych. Oczywiście nie odbiorą w ten sposób pieniędzy wydanych na kaucję – ale zyskają święty spokój i poczucie, że nie dają sobą sterować za 50 groszy.
- Dzieło sztuki. Inną opcją jest spinanie butelek lub puszek w bale, upychanie jedna w drugą (o ile kształt i wielkość na to pozwala), wiązanie – a następnie mocowanie tego dzieła sztuki nowoczesnej w miejscu, gdzie nikt nie będzie się o nie potykał. Czyli na przykład… pod sufitem.
- Skrzynia skarbów. Jeszcze inni żeglarze, aby zapobiec przypadkowemu zgnieceniu pustych opakowań, zawczasu przeznaczają na nie osobną bakistę. Zwykle największą. Butelki i puszki są tam ustawiane w pionie, dzięki czemu nie naciskają na siebie, co groziłoby uszkodzeniem drogocennych kodów. Nie są też na widoku, więc nikogo nie drażnią.
A Wy – macie jakieś własne sposoby? Jeśli tak, dajcie znać, pisząc na redakcja@morze.org.


