Brak produktów w koszyku.
Co prawda maksimum tego niesamowitego zjawiska nastąpi dopiero za 3 tygodnie – ale już teraz można obserwować pierwsze meteory. Jeśli więc znajdziecie się wieczorową porą poza cywilizacją (np. na pokładzie jachtu), będziecie mieć możliwość podziwiania spektaklu „spadających gwiazd”. Chociaż to wcale nie są gwiazdy.
Skąd się biorą Perseidy?
Przykra sprawa, ale z… kosmicznych śmieci. To, co nazywamy Perseidami, to tak naprawdę drobiny pozostawione przez kometę o mało poetyckiej nazwie 109P/Swift–Tuttle. Na pocieszenie można dodać, że fachowcy nazywają ją „ciałem macierzystym Perseidów”.
109P/Swift-Tuttle jest kometą okresową – lata sobie przez kosmos, okrążając Słońce. Jedno pełne okrążenie zajmuje jej 133 lata. Kiedy w tej trasie znajdzie się bliżej Słońca, zaczyna się robić ciepło i jej lód paruje, uwalniając uwięzione w nim okruchy skalne. Potem te śmieci podążają za kometą po jej orbicie. Ziemia co roku natrafia na ten pas okruchów, a te z nich, które wpadną w naszą atmosferę, zaczynają się mocno nagrzewać (naprawdę mocno, bo pędzą 59 km/s) i epicko świecić.
Dlaczego Perseidy to Perseidy?
Za wszystkim stoi Perseusz – to właśnie z tego gwiazdozbioru wydają się wylatywać nasze meteory. W rzeczywistości wcale tak nie jest, ale perspektywa robi swoje. Przy okazji małe przypomnienie: dopóki taki okruch leci, jest meteorem – ale jak się po drodze nie spali, tylko spadnie na ziemię, awansuje i nazywa się już meteorytem. Jeśli uda nam się znaleźć taki kosmiczny kamień, możemy mówić o dużym szczęściu, bo niektóre meteoryty są bardzo drogie (mogą być droższe niż gdyby były w całości ze złota). Czy zatem warto szukać Perseidów?
Otóż nie warto. Co więcej, ich znalezienie jest praktycznie niemożliwe. Wbrew temu, co nam się wydaje, to wcale nie są duże obiekty, dlatego po prostu spłoną, zanim spadną. Niektóre z nich mają wielkość… ziarenka piasku i tylko ogromnej prędkości zawdzięczają fakt, że jasno świecą na niebie.

