Brak produktów w koszyku.
U wejścia do Portu Gdynia zalega jeden z najniebezpieczniejszych wraków II wojny światowej: SS Stuttgart. W jego zbiornikach znajduje się duża ilość ciężkiego paliwa, a najnowsze badania wykazały, że wokół niego woda jest skażona rtęcią, miedzią i manganem. Jak rozwiązać ten problem? Są na to dwa sposoby.
Co wiadomo o SS Stuttgart
Statek zbudowano w 1923 r. w stoczni AG Vulcan w Szczecinie. Początkowo służył jako transatlantyk, a następnie jako wycieczkowiec dla niemieckiej nazistowskiej organizacji Kraft durch Freude – czyli „Siła przez Radość”.
Z radością III Rzesza miała mało wspólnego, ale z siłą – jak najbardziej. W 1939 roku statek trafił do Kriegsmarine, gdzie przerobiono go na jednostkę szpitalną (przynajmniej oficjalnie). W październiku 1943 roku SS Stuttgart zbombardowali Amerykanie. Statek bardzo szybko stanął w płomieniach, a jedyne, co zdołali zrobić Niemcy, to wyprowadzić go z portu.
Obecnie wrak (a raczej to, co z niego zostało) spoczywa na dnie Bałtyku na głębokości ok. 22 metrów, jakieś 4 km od Oksywia i Babich Dołów (54° 33′ 33.7″ N, 18° 37′ 1.9″ E). Nurkowanie w jego rejonie wymaga specjalnego pozwolenia wydawanego przez Urząd Morski.
SS Stuttgart a skażenie Bałtyku
Fragmenty dennicy niemieckiego okrętu wraz ze zbiornikami paliwa stanowią prawdziwą bombę środowiskową. Specjaliści z Zakład Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku już w 1999 roku przeprowadzili w tym rejonie badania środowiskowe i pobrali próbki.
Z analiz wynikło, że dno wokół SS Stuttgart jest w znacznej mierze skażone tzw. ciężkim paliwem okrętowym. Jest to ciecz powstała w wyniku przetwarzania węglowodorów, a w jej skład wchodzą m. in. rtęć, mangan oraz miedź. W 1999 roku skażenie gruntu sięgało od 50 do 80 cm głębokości.
Badania powtórzono w 2015 roku. Jak mówił wówczas dr inż. Benedykt Hac: „Kolejne próby wykazały, że paliwo na dnie pokrywa ogromną powierzchnię, bo aż 19-25 tys. m2, a powierzchnia gruntu wokół plamy, również wykazującego ślady obecności paliwa okrętowego, była prawie tak samo duża”.
SS Stuttgart w 2026 roku
15 czerwca bieżącego roku w Gdyni odbyła się konferencja z udziałem przedstawicieli Urzędu Morskiego dotycząca projektu Rozpoznanie i ewentualna neutralizacja materiałów niebezpiecznych zalegających na dnie Morza Bałtyckiego w wybranych lokalizacjach. Z przedstawionych podczas konferencji analiz wynika jednoznacznie, że wrak SS Stuttgart jest poważnym źródłem zanieczyszczenia wód Bałtyku i wymaga pilnej interwencji. Uczeni proponują dwa rozwiązania:
- odsysanie zastoisk paliwa,
- wykorzystanie zeolitów.
Aby sobie wyobrazić, jak to ma działać, musimy mieć świadomość, z czym mamy do czynienia. Jak mówią uczeni, na skażonym obszarze wokół wraku zalega półpłynny piasek nasączony paliwem i przemieszczający się powoli po dnie pod własnym ciężarem.
Aktywne odsysanie jest operacją trudną i kosztowną z uwagi na bardzo rozległy teren, który uległ skażeniu. Alternatywą są właśnie zeolity. To minerały o niesłychanie dużej porowatości (geolodzy porównują je do… wnętrza damskiej torebki, mieszczącego więcej, niż mogłoby się wydawać). Dzięki nim nie trzeba będzie niczego odsysać ani transportować. Zeolity mogą „zamknąć” w sobie zanieczyszczenia, przez co uniemożliwią rtęci i innym szkodliwym składnikom przenikanie do środowiska.


